poniedziałek, 19 grudnia 2011

Francis Bacon








LINKI DO GALERII F. BACONA
http://images.google.pl/images?hl=pl&q=francis%20bacon&lr=&um=1&ie=UTF-8&sa=N&tab=wi
http://www.dzierzoniow.art.pl/wielcy/bacon/index.html

 

Bacon Francis (1909-1992), angielski malarz-samouk. Przeciwnik abstrakcji, należał do nurtu ekspresjonistycznego i figuratywnego, uznawany za czołowego twórcę sztuki egzystencjalnej. Początkowo uległ wpływom surrealizmu, kubizmu i P. Picassa. Własny styl ukształtował po 1950. Choć samouk, był twórcą wszechstronnie oczytanym i niezależnym myślicielem. Jako temat swoich obrazów wybrał człowieka, kontynuując tradycję malarstwa figuratywnego. Tematem jego obrazów jest człowiek samotny, wyobcowany, przedstawiony w sytuacji zagrożenia, w atmosferze pełnej dramatycznego napięcia. Bohaterowie jego obrazów zaludniają sterylne pomieszczenia o odrealnionej perspektywie, w których panuje nastrój dramatyzmu i teatralnej ekspresji. Malował dramatycznie zdeformowane postacie umieszczone w nieokreślonej przestrzeni, używał żywych, drażniących kolorów. Obrazy Bacona cechuje atmosfera egzystencjalnych nastrojów, a także katastrofizmu i grozy. Wielokrotnie podejmował tematy religijne, zwłaszcza temat ukrzyżowania. Od 1949 malował serię płócien nawiązującą do obrazu Portret papieża Innocentego X - D. Vélazqueza.

Inspiracje dla swych prac czerpał również z Rembrandta, M. Grünewalda, z filmów (np. Pancernik Potiomkin S. Eisensteina), ze znanych fotografii i prasy. Niektóre obrazy: Trzy studia postaci na podstawie tematu Ukrzyżowania (1949), Dwie postaci w trawie (1954), Szympans (1955), Krzycząca piastunka (1957), tryptyk Trzy postacie w jednym pomieszczeniu (1964), Leżąca figura (1966), Studia ludzkiego ciała (1970), Schodzący po schodach (1972), Ciało w ruchu (1976).

"Chciałbym, żeby moje obrazy wyglądały tak, jakby otarła się o nie istota ludzka,
[...]pozostawiając ślad [swojej] obecności
i pamięć minionych zdarzeń tak,
jak ślimak pozostawia za sobą śluz".
Francis Bacon

GALERIA OBRAZÓW
http://francis-bacon.cx/date.html





2005 nr 4 (48)


Paweł Leszkowicz

HOMOSEKSUALNY BACON

Obrazy Francisa Bacona krzyczą pożądaniem, które jest zamaskowane przez ból. Ich radykalny charakter wymaga radykalnego myślenia i widzenia. Oto jak odbieram tę sztukę! Wizja Bacona bezpiecznie interpretowanego jako malarza intelektualisty i egzystencjalisty, ukrywa rzeczywistą tkankę życia i twórczości tego mężczyzny. Przedostańmy się przez skowyt farby i intelektualizm interpretacji do biograficznego miąższu, by powrócić do psychoseskualnej materii płótna.

Obrazy Francisa Bacona krzyczą pożądaniem, które jest homoseksualne. Krytyka bardzo długo unikała zmierzenia się z tą głębią kryjącą się za sztuką artysty. Malarz, który otwarcie mówił o sobie, że jest "absolutnie homoseksualny" oraz wciąż wykonywał portrety swoich partnerów, został oczyszczony z seksualności i zamknięty w klatce egzystencjalnego, artystycznego lub filozoficznego uniwersalizmu. Dopiero od lat dziewięćdziesiątych oficjalny świat sztuki zmienia to nastawienie i dostrzega jego prawdziwą twarz, a Tate Gallery przy portretach George Dyera lub Petera Lacey umieszcza informację, kim naprawdę byli oni dla artysty. A byli nie tylko przyjaciółmi, ale przede wszystkim tragicznymi kochankami.

Prace Bacona nie są tradycyjnie erotyczne, a jednocześnie każdą swoją deformacją sygnalizują ekstazę. Abstrakcyjna figuracja artysty to zapis ciała poddanego maksymalnej rozkoszy. Bacon zatrzymuje malarstwem chwilę orgazmu, gdy pożądanie miesza się z bólem. Uciekając od narracji skupia się na momencie rozpadu i ujawnienia. Jego rozlewające się i trzewiowe ciała są próbą przekazania tego, jak widzi się w chwili szczytowania. W płaszczyźnie wizualnej Bacon przedstawia stan transgresji seksualnej, opisywany w heteroseksualnych fantazjach Historii erotyzmu Georgesa Bataille'a. "Historia erotyzmu" w wersji Bacona, wyłożona w jego licznych wariacjach na temat aktu męskiego i splątanych męskich ciał, to wiwisekcja męskiego ciała i pożądania, które je penetruje i zamienia w mięso. Zarówno Bacon jak i Bataille, z punktu widzenia różnych orientacji, oddają męską tożsamość w szoku jej seksualnej dezintegracji, gdy zanikają sztywne granice Ja. Z tego krańcowego doświadczenia bierze się energia ich twórczości, a w przypadku Bacona także życia.


GEORGE DYER

Już po śmierci artysty, w 1998 roku powstał film w reżyserii Johna Maybury'ego "Love is the Devil", opowiadający historię relacji miłosnej Francisa Bacona (w jego roli - Derek Jacobi) z Georgem Dyerem. Maybury ekspresjonistycznie obnażył erotyczne życie artysty, podobnie jak wcześniej uczynił to Michel Peppiatt, w biografii Francis Bacon: Anatomy of an Enigma. Prywatność artysty, dotychczas znana jedynie w kręgu jego przyjaciół, stała się własnością publiczną i częścią historii kultury. Bacon, jako malarz, zawsze był gwiazdą wzbudzającą fascynację, poddany został w tej książce bezwzględnemu obnażeniu, jakiego sam dokonywał na swoich modelach. Ponadto historia związku z Dyerem jest zapisana w obrazach artysty, w licznych portretach kochanka, szczególnie z lat 1970-1973. Interpretacja biograficzna sztuki wymaga więc wglądu w prywatność, która tak przejmująco odcisnęła się na płótnie. Miłość do Dyera, niczym figuracja malarza, była przepełniona ekstazą i agonią. Ten pochodzący z londyńskiego półświatka mężczyzna zapewnił artyście sadomasochistyczne erotyczne spełnienie i zarazem psychologiczną otchłań. Bacon nigdy nie stronił od hazardu i alkoholu, Dyer wiernie mu towarzyszył, będąc dodatkowo uzależniony od narkotyków i balansując na granicy choroby psychicznej. Sam artysta nie był łatwym i oddanym partnerem - pochłaniała go sztuka, sława, krąg przyjaciół i inni kochankowie. Film Maybury'ego portretuje go jako typ geniusza, który Francuzi nazywają "świętym potworem". Dyer i Bacon, wspólnie jednak mieszkali i przeżyli chwile spokojnego szczęścia i przyjaźni. Tym bardziej tragiczne jest zakończenie tej miłości.

W październiku 1971 roku odbyła się retrospektywa prac Bacona w paryskim Grand Palais, jeden ze najistotniejszych momentów jego długiej kariery. Na dzień przed otwarciem, w hotelowym pokoju przy Rue des Saints-Peres, gdzie kochankowie się zatrzymali, Dyer przedawkował narkotyki. Bacon nigdy nie otrząsnął się z mroku tego samobójstwa. George Dyer pochodzący z klasy robotniczej i środowiska kryminalnego londyńskiego East Endu, stanowił dla niego wcielenie tak cenionego brutalizmu, energii i instynktu życia - sił, które przenikają całe jego malarstwo i rozszarpują tradycyjną figurację. Intensywność tego związku, jego przełożenie na sztukę i tragiczne zakończenie spowodowało, że w kulturze angielskiej Bacon i Dyer stanowią - obok Oskara Wilde'a i lorda Alfreda "Bosie" Douglasa - najbardziej legendarną parę homoseksualną, która jest źródłem powracających adaptacji, fantazji i badań.

Odkąd Bacon znalazł nieżywego Dyera w łazience, umywalka i ubikacja będą się wielokrotnie pojawiać w jego obrazach obok konwulsyjnych fragmentów ciała męskiego, jak w dziele Triptych May-June 1973 (Typtyk maj-czerwiec 1973, il. 16-18), które interpretuje się jako przedstawienie samobójstwa Dyera. W trzech aktach, z ciemności wnętrza wyłania się ta sama postać - raz skulona, siedząca na sedesie, w prawej części tryptyku wymiotująca do umywalki i w centrum ukazująca się w drzwiach, wraz z czarnym cieniem. Artysta w malarstwie, terapeutycznie, próbował odtworzyć emocje i okoliczności, które doprowadziły Dyera do samobójstwa; Bacon rekonstruując wnętrza hotelu i poszczególne fazy dezintegracji psychicznej oddanej przez cielesną miazgę postaci Dyera. Do grupy obrazów związanych z przeżywaniem żałoby, wściekłości, rozpaczy i winy po śmierci partnera należą takie tryptyki, jak: Triptych. In Memory of George Dyer, 1971, Triptych August, 1972 (il. 19-21), Three Portraits: Posthumous Portrait of George Dyer, Self -portrait, czy Portrait of Lucian Freud, 1973. Postać Dyera będzie powracała w różnych obrazach aż do lat 80. Pomimo nierealistycznego charakteru tych obrazów, których treści nie da się przełożyć na proste historie, zaskakuje "dokumentalny" charakter tych prawie abstrakcyjnych figuracji. Można rozpoznać podobiznę Dyera, jego garnitur, jak i typ muskulatury, a nawet odniesienia do osobistej historii, związanej z bokserską przeszłością kochanka. Nie tylko jednak po śmierci, lecz już od momentu spotkania w 1964 roku Dyer był dla Bacona inspiracją w eksperymentowaniu nad męskim aktem i portretem. Portrait of George Dyer Crouching, 1966, Portrait of George Dyer Riding a Bicycle, 1966, George Dyer Staring at a Blind Cord, 1966, Three Studies of the Male Back, 1970 (il. 13), Three Studies of George Dyer 1964, Portrait of George Dyer and Lucian Freud, 1967, George Dyer Staring into a Mirror, 1967 - to obrazy, które są próbą całkowitego poznania, przeniknięcia drugiego człowieka, świadectwem wspólnej intymności i przełożeniem gwałtowności erotycznego zbliżenia. Na wielu portretach Dyera, na jego postaci, znajdują się wyraźne, centralnie umieszczone białe długie plamy olejnej farby, mleczne pociągnięcia, sugerujące spermę.

Jak wiadomo, Bacon niemal nigdy nie malował z modela. W przypadku portretów George'a Dyera mamy do czynienia z unikalnym wizualnym świadectwem miłości i pożądania drugiego mężczyzny. Są one rodzajem korytarza, który prowadzi nas do samego wnętrza podmiotowości, wchodzimy w Bacona tak, jak on otwierał się na i dla kochanka.
Dyer był prawdopodobnie najważniejszym mężczyzną w życiu i malarstwie Bacona, ale na pewno nie jedynym. Historia się powtarza. Dziesięć lat wcześniej, w 1962 roku, w dniu otwarcia retrospektywy artysty w Tate Gallery w Londynie, Bacon dowiedział się o nagłej śmierci swego ówczesnego kochanka Petera Laceya. Lacey został uwieczniony w portretach, w większości powstałych już po jego śmierci. Bolesne związki miłosne Bacona wpływały na jego sztukę, na jej temat i styl przesycony rozpaczą i lękiem. Tragiczni kochankowie inspirowali najbardziej przejmujące i najsławniejsze obrazy. Być może Bacon, zafascynowany brutalnością i popędliwością życia, nieświadomie wybierał partnerów naznaczonych dramatem, aby doświadczyć intensywności, ekstazy i rozpaczy potrzebnej mu do tworzenia. Już w młodości doznał ekstremizmu i ekscentryzmu istnienia.


RING SEKSUALNY WIELKIEGO MIASTA

Francis Bacon wychowywał się pomiędzy artystyczną, przyjazną rodziną babci a autorytarnym i wrogim ojcem. Ojciec Bacona był wojskowym, zarabiającym na życie trenowaniem koni. U chorowitego syna drażniło go zniewieścienie. Gdy purytański i agresywny Edward Bacon przyłapał osiemnastoletniego syna na noszeniu bielizny matki, Francis na zawsze musiał opuścić dom rodzinny. Przyjeżdżając w roku 1927 do Berlina, trafił w samo centrum swobody obyczajowej Republiki Weimarskiej. W Berlinie lat dwudziestych kwitła subkultura homoseksualna, w której nocnym życiu Bacon całkowicie się pogrążył, poznając nocne życie klubów. Bacon nazywał to miasto "nocną erotyczną salą gimnastyczną" i tam właśnie szukał energii życia - próbował prostytucji, hazardu i odkrył makijaż, który będzie stosować przez całe życie (zanim został sławnym malarzem, słynął z malowania twarzy, której nadawał rys transwestytyzmu). W filmie "Love is the Devil" Derek Jacobi wspaniale odgrywa w jednej scenie rytuał nakładania przez Bacona makijażu. Twarze postaci na obrazach artysty wydają się pokryte pudrem, a w niektórych studiach krzyczące potwory mają pomalowane na czerwono usta, jak w "Figure Study II" z lat 1945-46. Jak wiele ukrytych autoportretów jest wśród tych konwulsyjnych, anonimowych ciał malowanych przez artystę ?!

Po dwumiesięcznym pobycie w Berlinie, Bacon zatrzymał się na kilka miesięcy w Paryżu, gdzie zetknął się z francuską awangardą artystyczną, zawiązał wiele przyjaźni w tamtejszym środowisku homoseksualnym i obejrzał film "Pancernik Potiomkin" Eisensteina, który stanie się dla niego rodzajem objawienia - ujawni obrazową siłę krzyku i szeroko rozwartych ust. Berlin i Paryż otworzyły artyście seksualne możliwości nocy wielkiego miasta, z których będzie korzystać jako pasjonat nocnych wędrówek po Londynie - jego klubach i kasynach. Do stolicy Wielkiej Brytanii przyjeżdża na stałe w roku 1928. Jego kariera rozpoczyna się banalnie - pracuje najpierw jako dekorator wnętrz i projektant modernistycznych mebli w stylu Bauhausu, a od lat trzydziestych jako marginalny malarz. Dopiero sławny tryptyk z ukrzyżowaniem z roku 1944/45 - punkt zwrotny w historii całego malarstwa angielskiego - zmienia jego życie na dobre.

WYOBRAŹNIA HOMOSEKSUALNA

Jednym z obrazów, w których erotyka homoseksualna najbardziej bezpośrednio dochodzi do głosu, jest znany olej na płótnie Two Figures z 1953 roku. W czarnym geometrycznym wnętrzu leżą na łóżku dwie splecione figury męskie, niczym walczący z sobą zapaśnicy. Niemal w samym centrum obrazu widać wyraźnie erekcję jednego z nich. Postać na górze, przykucnąwszy nad partnerem, agresywne obejmuje jego ciało. Właśnie na poziomie głów i ramion obie figury zlewają się, farba wydaje się spływać po ich twarzach, które przybierają monstrualny charakter. Istnieje wiele absurdalnych, deseksualizujących odczytań tego obrazu jako przedstawienia sportowego, ukazującego walczących lub zmagających się ze sobą zapaśników. Przede wszystkim umieszczenie postaci na łóżku, czyli w kontekście intymnym, nie pozostawia wątpliwości co do seksualnej natury dzieła. Ukazana walka jest drapieżną kopulacją kochanków. To właśnie w takich malarskich fantazjach Bacon zbliża się najbardziej do oddania widzenia i odczucia cielesności w chwili orgazmicznego spojenia.

"Two Figures" są mocno zakorzenione zarówno w artystycznej tradycji, jak i w ówczesnej kulturze wizualnej. W obu przypadkach możemy myśleć o tzw. continuum homoseksualnym, z którego czerpie artysta. Jako odniesienie historyczne najczęściej przywoływany jest Michał Anioł, z jego zmysłowym i muskularnym aktem męskim, który inspirował wiele prac Bacona. Innym źródłem inspiracji są antyczne przedstawienia walczących atletów. Obok mitycznych dla homoseksualizmu okresów kultury włoskiego renesansu i starożytnej Grecji, Bacon wykorzystywał do swych przedstawień popularne fotografie kulturystów z lat czterdziestych i pięćdziesiątych, pochodzące głównie z czasopism "Vigour. The Vitality Magazine" i "Mat". Publikacje związane z promocją kultury fizycznej mężczyzn, pełne były zdjęć pozujących kulturystów lub półnagich, złączonych uściskiem zapaśników. W okresie gdy kultura homoseksualna nie była zalegalizowana, służyły one również jako ukryta forma pism gejowskich, za sprawą jawnej ekspozycji ciała męskiego i męsko-męskiego kontaktu fizycznego. Obok zdjęć umieszczano tam "ogłoszenia towarzyskie" zwolenników ćwiczeń, opalania lub fotografii. Bacon, sam anonsujący się w latach trzydziestych w The Times jako "a gentleman's companion", posiadał w swoim studiu wiele tego rodzaju angielskich i amerykańskich wydawnictw, gromadzonych zarówno ze względu na ich erotyczny, jak i obrazowy potencjał. Modelami byli mężczyźni z klasy robotniczej. Ich niskie pochodzenie klasowe posiadało dodatkowy egzotyczny i seksualny walor dla potencjalnych konsumentów tej postaci popularnej kultury wizualnej, związanej z prywatnym i wówczas zakazanym obiegiem przyjemności. Klasowe pożądanie było sekretnym obyczajem angielskiej arystokratycznej tradycji homoseksualizmu, gdzie męscy służący zawsze pełnili ważną funkcję erotyczną i stali się częścią literatury, np. u E.M. Forstera w powieści Maurice z 1913 roku.

W zamieszczaniu fotografii lokalnych zapaśników i bokserów w akcji, ćwiczących w siłowniach londyńskiego East Endu specjalizował się w szczególności "Mat". Prezentowane w tym czasopiśmie impresjonistyczne fotografie pokazywały uścisk bokserów w różnych momentach walki i w różnych ujęciach. Bohaterami przedstawień byli nie zawsze idealnie muskularni mężczyźni, ich ciała były jednak bez wyjątku mięsiste i masywne. Dokładnie jak na obrazach Bacona.

Homoseksualizm Bacona miał dodatkowo wymiar sadomasochistyczny. Na kształtującą się seksualność młodego Francisa wpłynęło w sposób znaczący wydarzenie związane z jego ojcem: chcąc zmaskulinizować syna, uczynić go twardym, Edward Bacon kazał go regularnie chłostać końskim batem. Po wymierzeniu kary stajenni w ukryciu uprawiali z chłopcem seks. I nawet, jeśli ta opowieść brzmi niczym wątpliwej jakości fantazja pornograficzna, sadomasochizm Bacona był dobrze znanym faktem w kręgu jego przyjaciół. Film Maybury'ego nie szczędzi widzowi szczegółów tego aspektu związku z Dyerem. Ponadto artysta sam przyznawał, iż fascynowały go rany - zbierał ich fotografie, wiele jest też ran i krwi w jego obrazach. Wciąż malował ciało pokawałkowane, cierpiące, w agonii. Istnieje więc uprawomocniona możliwość interpretowania jego obrazów jako projekcji sadomasochistycznych praktyk - sposobu pożądania i widzenia ciała. Baconowski ból deformacji ma libidalną naturę, kryje się w nim rozkosz; to czyni te obrazy tak przejmującymi. Sam ból nie miałby takiego efektu.


WYOBRAŹNIA HOMOFOBICZNA

Za życia artysty nikt się jednak nie odważył na sugestie seksualne tego rodzaju; o wiele łatwiej było postrzegać torturowanych Bacona jako wyraz traumy po ludobójstwie II wojny światowej. Wydawać by się mogło, że korzystając z najróżniejszych źródeł kanonu homoseksualnego i reprezentując takiż typ wyobraźni, Francis Bacon w pełni przyjmował swą orientację seksualną i z wolnością z niej korzystał. Nic bardziej mylnego! Gdyby Bacon miał pozytywny stosunek wobec homoseksualizmu, jego sztuka wyglądałaby zupełnie inaczej, np. tak, jak słoneczne malarstwo jego rodaka Davida Hockneya. Bacon był tymczasem człowiekiem rozdartym, dzieckiem swojej represyjnej epoki i wychowania - uważał homoseksualizm za rodzaj kalectwa, defekt. Nie uciekał od swej seksualności, przyznawał się do niej, realizował ją, nigdy jej jednak do końca nie zaakceptował. Istniał i tworzył z tą dwoistością. Pod względem psychologicznym jego stosunek do homoseksualizmu jest typowy dla wielu mężczyzn sprzed epoki afirmatywnego i politycznego ruchu gejowskiego i określa się go jako "uwewnętrznioną homofobię". Trudno się zresztą dziwić: do 1967 roku akt seksualny między mężczyznami był w Anglii przestępstwem, a w Irlandii prawo to utrzymało się aż do początku lat osiemdziesiatych. Mówimy więc o kryminalnej seksualności. W dodatku okres lat czterdziestych i pięćdziesiątych, kiedy Bacon zaczynał tworzyć, był najbardziej homofobiczny w całej nowoczesnej historii kultury Zachodu. Znamienny jest fakt, że książka Patricka Higginsa na temat homoseksualizmu mężczyzn w powojennej Wielkiej Brytanii nosi tytuł: Dyktatura heteroseksualna. Lata pięćdziesiąte, gdy powstawały kluczowe dzieła Bacona, to okres nasilonych aresztowań, spektakularnych procesów i medialnej nagonki na homoseksualistów, szczególnie gdy pełnili one ważne funkcje społeczne. Bacon był jednym z tych, którzy żyli w stanie takiej wojny seksualnej, a jego wewnętrzny konflikt mógł jedynie nasilać atmosferę mroku. Stąd na jego obrazach postaci wyją i miotają się w geometrycznych klatkach, niczym w celach więzienia, deformowane ciśnieniem klaustrofobii. Czyż można znaleźć lepszy obrazowy ekwiwalent życia w panoptikum dyktatury heteroseksualnej?

Internalizacja homofobii wiązała się z akceptacją całej wyobraźni homofobicznej, wedle której męski homoseksualizm jest czymś wstrętnym, potwornym i wyłącznie seksualnym. Przecież to właśnie potwory uprawiają ze sobą seks na obrazie Two Figures. Monstra, odmieńcy z wnętrza wyobraźni homofobicznej, wyplute przez Bacona farbą. Pół-ludzie, pół-zwierzęta, gdyż homoseksualizm przekracza naturę ludzką. Tak właśnie rodzą się bestie popędu, które krzyczą z Three Studies for Figures at the Base of a Crucifixion z 1944 (il. 4-6)- dzieła, które wstrząsnęło kulturą brytyjską. Nikt nie wiedział, skąd pochodzi ten krzyk, wymyślono więc traumę wojny, której Bacon nigdy nie doświadczył. Jego wspomnienie z nocnych nalotów na Londyn to nasilona kopulacja homoseksualna w ciemnych zakamarkach miast, gdy wobec zagrożenia śmiercią pożądanie się wzmagało.

Francis Bacon odcinał się od tradycji gotyckiej, literatury i sztuki grozy, a także od fantastyki, do której był przez część krytyków zaliczany. Nienawidził Fuessli'ego. Nie uważał, że tworzy koszmary z marzeń sennych. I miał rację - to nie marzenia senne go inspirowały, lecz przemoc i niesprawiedliwość życia. Bronił swego realizmu jako demaskator bezlitosnego i brutalnego świata. Właśnie jego homofobiczy realizm każe gojednak zaliczyć do tradycji homoseksualnego gotycyzmu. Istnieją silne związki pomiędzy homoseksualizmem (generalnie nieheteroseksualnością) a gotycyzmem, czyli kulturą grozy. W połowie XVIII wieku, gdy angielski gotyk kształtował się wraz ze szkołą poezji Graveyard Poets i pierwszą powieścią gotycką "The Castle of Otranto" (1764) Horace'a Walpole'a, odmienne formy seksualności kojarzone były z upadającą arystokracją, która pogrążała się we wszelkiego rodzaju deprawacjach, o ile tylko przynosiły one przyjemność. Od samego początku gotyk był formą kulturową, która miała wyraźny związek z męskim homoseksualizmem. Istnieje przekonanie, że główni autorzy pierwszej fali powieści gotyckiej - Walpole, William Beckford, czy Matthew "Monk" Lewis - mogą być utożsamiani z homoseksualnością, tak jak rozumiemy ją dzisiaj - wszyscy oni traktowani byli jak odmieńcy, ekscentrycy, dandysi, dekadenci.

Kultura gotycka opiera się na lęku i wstręcie, które określają też podejście do homoseksualności na obszarze wyobraźni homofobicznej. Homofobiczny rozum rodzi homoseksualne potwory. Twórcy gotyku je uzewnętrzniali. Istnieje związek między wyobrażeniami lękowymi a odmienną seksualnością. Groza wynika z konfliktu pomiędzy tym, co "normalne", tj. identyfikowane z heteroseksualizmem, a "innością", objawiającą się w postaci monstrów. W czasach, gdy autorzy nie mogli otwarcie podejmować kwestii seksualności nieheteroseksualnej, wyobrażenia grozy były maską dla wyrażenia zakazanych namiętności. Groza opiera się na lęku, związanym z relacją wobec nienormatywnej seksualności, która jest najczęściej zorganizowana fobicznie wokół męskiego homoseksualizmu. Bacon mógł się bronić przed włączaniem go w tradycję grozy, jego obrazy nie pozostawiają jednak wątpliwości, że do niej przynależał. Przecież to właśnie w oparciu o prace Bacona, H.R.Giger stworzył najsłynniejsze monstrum współczesnego kina - Obcego, który pojawił się po raz pierwszy w kultowym filmie "Alien" Ridley'a Scotta z 1979 roku. To jedno z najbardziej spektakularnych połączeń sztuki i kultury popularnej, jakże w zgodzie z baconowskim uwielbieniem filmu i krzyku. "W kosmosie nikt nie usłyszy twego krzyku", to jedna z reklam "Alien III". Nikt nie słyszy też krzyku klasutrofobicznych postaci Bacona, jest on jedynie widzialny. Reszta to wyobraźnia. Zdeformowani ludzie, zmiażdżone twarze, fragmentacja ciała, konwulsyjne pozy, ciągły wrzask otwartych ust, mięso, rany, krew, izolacja, klatki - to repertuar rodem z horroru. U Bacona jest to egzystencjalny horror realności, wynikający z seksualnej schizofrenii, doświadczenia, opresji i rozkoszy, które przyjmował bez znieczulenia.

Sztuka Bacona zasilana autobiografią miłosną i seksualną powstała z połączenia dwóch sprzecznych rodzajów wyobraźni: homoseksualnej i homofobicznej. Pod presją tych dwóch sił jego figury podlegały deformacji i konwulsji. Przyjmowanie homoseksualizmu w jego tradycjach, przyjemnościach i fetyszach, a jednocześnie akceptacja homofobii i bycie w niej, wydały z siebie baconowską wizję egzystencji i człowieka. Dlatego mężczyźni u Bacona uprawiają seks, ale są w tym potworni, dlatego on sam w autoportretach jest zdeformowanym odmieńcem.
Jeszcze jeden ważny element ikonografii Bacona związany jest bezpośrednio z jego biografią: mroczna wizja katolicyzmu i religia jak źródło opresji, nienawiści i morderczych konfliktów. Stąd upiorni, wyjący papieże w studiach z Velazqueza, stąd tryptyki wypełnione koszmarami i animalistyczne ukrzyżowania, które interpretować można jako kryptoautoportrety. Gorzką ironią musiała być zaprawiona śmierć artysty, który w 1992 roku umierał w Madrycie na raka, w szpitalu prowadzonym przez siostry zakonne.


Bibliografia:

Russell, John, Francis Bacon, Thames and Hudson, London 1993
Cooper, Emmanuel, The Sexual Perspective. Homosexuality and the Art in the Last 100 Years in the West, Routledge, London, New York 1994
Higgins, Patric, The Heterosexual Dictatorship: Male Homosexuality in Post-War Britain, 1996
Peppiatt, Michel, Francis Bacon: Anatomy of an Enigma, Farrar, Straus and Giroux, New York1997
Ofield, Simon, Wrestling with Francis Bacon, "Art Journal" Volume 24, Number 1, 2001
Petry, Michael, Hidden Histories. 20th Century Male Same Sex Lovers in the Visual Arts, Artmedia Press, London 2004

http://www.kwartalnik.art.pl/2005/4/str112.htm



FRANCIS BACON

(28 October 1909 – 28 April 1992) was an Irish born figurative painter of contested nationality.[1] He was a collateral descendant of the Elizabethan philosopher Francis Bacon. Bacon's artwork is known for its bold, austere, and often grotesque or nightmarish imagery, which typically shows room-bound figures isolated in glass or steel geometrical cages set against flat, non-descript backgrounds. Since his death, Bacon's reputation has steadily grown. He was the subject of two major Tate retrospectives during his life time, and received a third in 2008.

A late starter, Bacon did not begin painting until he was in his late 20s. He painted sporadically and without commitment during the late 1920s and early 1930s, when he worked as an interior decorator and designer of furniture and rugs. He later admitted that his career was delayed because he had spent so long looking for a subject that would sustain his interest.[2] His breakthrough came with the 1944 Three Studies for Figures at the Base of a Crucifixion, and it was this work and his heads and figures of the late 1940 through to the early 1960s that sealed his reputation as a chronicler of the grotesque. From the mid 1960's, Bacon mainly produced portrait heads of friends. However following the 1971 suicide of his lover George Dyer, his art became more personal, inward looking and preoccupied with death. The climax of this period came with his 1982 "Study for Self-Portrait", and his masterpiece, 1985 triptych of the same name.

http://en.wikipedia.org/wiki/Francis_Bacon_(painter)

"ŻYJEMY, UMIERAMY I TO WSZYSTKO"

- szkic do malarstwa Francisa Bacona,
filmu Love is the Devil i seksualnego tabu w Polsce




"Żyjemy, umieramy i to wszystko", zwykł mówić o sobie samym, o bliskiej mu bohemie artystycznej, a właściwie to chyba o całym naszym wspaniałym rodzaju ludzkim wybitny współczesny malarz brytyjski Francis Bacon. Za tym parawanem powszedniości kryje się jednakże niezwykły twórca.

Niewykształcony w rzemiośle malarskim, jednocześnie niezwykle krytyczny wobec własnej sztuki, obsesyjnie niszczył większość swoich obrazów w młodości. Aż do czasu, gdy w 1945 (miał wtedy 36 lat) w londyńskiej galerii Lefevre wystawiono tryptyk Trzy studia postaci u podstawy Ukrzyżowania. Wpływowy krytyk John Russell napisał wtenczas: 'Oblicze sztuki brytyjskiej zmieniło się w [...] dniu, gdy trzy najdziwniejsze obrazy, jakie kiedykolwiek wystawione zostały w Londynie, przemycono bez ostrzeżenia do galerii Lefevre. Publiczność [...] zaskoczona została obrazami tak nieustępliwie straszliwymi, że na ich widok umysł zatrzaskiwał się z łoskotem.' Faktycznie, obraz o kontekście religijnym przedstawiał nienaturalnie zdeformowane postaci, wijące się w "fallicznych" kształtach.


I tak już jakby pozostało. Błyskotliwą karierę obrazoburcy i demona pędzla, co to piękno upatrywał w scenach brutalnego "rżnięcia" dwóch facetów (he, obejrzyjcie obrazy...) podsycały dodatkowo sensacje z życia prywatnego. Hulaszczy tryb życia w artystycznym półświatku, gwałtowne romanse, z których aż dwa zakończyły się śmiercią kochanków malarza, związki szczególnie barwne ze względu na dziwaczną sado-masochistyczną zależność partnerów. Bacon był seksualnym masochistą i psychologicznym sadystą. Cynicznie doprowadzał swoich kochanków do częstych załamań nerwowych i prób samobójczych.

Niezłe ziółko ten Francis, nieprawdaż? A że ja na przykład bardzo lubię zioła... na samą wieść o projekcji fabularyzowanej biografii malarza w studenckim kinie Żak w Gdańsku poczułem silne pragnienie obejrzenia tego seansu.


Tytuł: Love is the Devil - Szkic do portretu Francisa Bacona ('Miłość to diabeł wcielony', tak bym to mniej więcej przetłumaczył). Reżyseria: John Maybury, twórca filmów eksperymentalnych, artysta wywodzący się z bezpośredniego otoczenia Bacona. Muzyka: Ruichi Sakamoto, ścieżki filmowe m.in. do Ostatniego Cesarza lub Małego Buddy. Główna rola: Sir Derek Jacobi, jeden z najlepszych odtwórców repertuaru szekspirowskiego.

- wyczytałem z jakiejś ulotki i, siadając w fotelu, z tego całego pragnienia chyba zaschło mi w gardle...

Temat przewodni akcji to wycinek z życia artysty (lata 1964-72), a dokładniej romans sławnego już wtedy Francisa z nieokrzesanym złodziejaszkiem, Georgem Dyerem, który zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków (chyba hery...) w dniu otwarcia wielkiej wystawy Bacona w Grand Palais w Paryżu. Był to drugi z owych nieszczęśliwych związków Francisa. O tyle znamienny, że uczynił z Dyera - życiowego nieudacznika - symbol XX-wiecznego malarstwa (Bacon posłużył się nim jako modelem w wielu najlepszych swoich pracach), jednocześnie bezwzględnie uśmiercając go. Spora cena w zamian za sławę, sądzę. Związek ten odcisnął też niewątpliwie olbrzymie piętno na samym artyście, który mimo oficjalnie głoszonego szyderstwa na wieść o zgonie przyjaciela, długo jeszcze po śmierci George'a wciąż malował jego akty.

Film jest ciekawy jako pomysł, na pewno nowatorski. Stanowi próbę pokazania klimatu baconowskich obrazów praktycznie bez ich prezentacji, a jedynie poprzez oddanie atmosfery klaustrofobii dziwnymi, rozmazanymi ujęciami. Zdaje mi się jednak trochę pusty. Powiedziałbym - zwykły. Ot, taka historyjka o nieudanym związku, okraszona ciekawymi sentencjami Francisa. Francisa, w którym (mimo zachwytu krytyków nad rolą Dereka Jacobi) nie widać tej niesamowitości, na którą czekałem. Zamiast nadczłowieka, opętanego demonami własnego geniuszu, patrzę na podstarzałego, może trochę zdziwaczałego cynika, otaczającego się bandą rozpijaczonych miernot. Ooo... i do tego nie ma też żadnych odważnych scen erotycznych. Szkoda więc czasu, powiem - tym bardziej jeśli ktoś nie jest fanatykiem malarstwa Bacona. Nie przekona się do niego także po tym filmie. Zresztą, fanatycy zapewne już dawno temu 'Love is the Devil' oglądali (produkcja 1998).

A więc, mniemam, taki był chyba po prostu sam artysta, bo nie śmiem zarzucić reżyserowi przekłamania. Żył i umarł, nic więcej. Czy o to właśnie chodziło, panie Maybury? A jest to, zdaje mi się, dość ryzykowny wniosek, bo przecież nie o takich artystach robi się filmy. Filmy robi się o tych najbardziej odstających od norm społecznych, a w szczególności o tych zwyrodniałych i najlepiej często skandalizujących. Tego chyba oczekiwałem. Po to przyszedłem do kina.

Stoję i myślę sobie o tym wszystkim przed wielkim billboardem portalu Interia.pl (kampania: "precyzyjna wyszukiwarka w zasięgu ręki"), na którym grupka młodych ludzi zabawia się w wyuzdaną ciuciubabkę - taaa, któż z nas właściwie nie miewa skrytych marzeń o lekkim sado-maso...? A jeśli nie osobiście, to żeby tak choćby popatrzeć (np. na 'Love is the Devil')... Mam rację? I cóż to niby ma wspólnego z malarstwem, filmami, w ogóle z kulturą? W sumie nic. Nic, poza oczekiwaniami (nie tylko wobec sztuki) wśród młodego pokolenia. Otóż można chyba sobie wyraźnie powiedzieć: wszyscy jesteśmy cząstką e-generacji, a jeśli jeszcze nie jesteśmy, to wkrótce będziemy, podejmując jakąkolwiek pracę. Skoro jeden z największych portali internetowych w swojej kampanii stawia odważnie na lekką perwersję... - toż to nie przypadek! Takie działania poprzedzają gruntowne badania potrzeb konsumenta. A więc wniosek jest jeden: społeczeństwo chce perwersji, chce seksu i używek. Łatwo to zresztą dostrzec włączając na moment MTV czy Vivę, gdzie tabuny x-lasek non-stop kręcą nagimi pupami.

W lecie 1999 miałem przyjemność praktykować w znanej agencji informacyjnej. Pewnego dnia mój pracodawca, wyraźnie zakłopotany niezręczną sytuacją, wypchnął mnie - zagubionego nowicjusza - na konferencję prasową poświęconą problemom mniejszości seksualnych w naszym kraju. No i pojechałem, czując na sobie ironiczne spojrzenie taksówkarza, gdy podałem nazwę klubu, którego adres otrzymałem na zaproszeniu. Okazało się, że tą międzynarodową debatę, zorganizowaną przez Stowarzyszenie Lambda z Warszawy, poświęcono sprawie kultury w polskich środowiskach homoseksualnych. I z ręką na sercu przyznaję: nie powiedziano tam nic, co choć na chwilę przykułoby waszą uwagę. Żadnych artystycznych osobowości a la Francis Bacon i jego cyganeria z problemem seksualnej dyskryminacji, żadnych skandali. Cholera, to byli zwykli ludzie! Zwyczajni faceci i przeciętne babki, słuchający pospolitej muzyki, lubiący co piątek wyszumieć się na dyskotece i obejrzeć film akcji w kinie. Hhm, chyba wtedy też poczułem się zawiedziony, mając gdzieś w podświadomości wyniesiony z ekranów filmowych mit o ekscentrycznych odmieńcach. Cóż, powiem też otwarcie, że mimo iż uważam się za osobę tolerancyjną, w czasie konferencji cały czas czułem się nieswojo. Zdaje się, zupełnie niepotrzebnie.

Być może trochę się już od tego czasu zmieniło (w sumie - nie sądzę...), ale mam wrażenie, że zjawisko homoseksualizmu to w Polsce wciąż sprawa wstydliwego tabu, temat który staramy się odepchnąć od siebie i praktycznie nie zauważać. Czy na długo jeszcze? Być może zaledwie 3 lata dzielą nas od wejścia w struktury Unii Europejskiej. Wybierzmy się zatem do Londynu lub innej wielomilionowej aglomeracji, a łatwo przekonamy się, że kultura gejowska i lesbijska funkcjonują tam często na równych prawach z wszelkimi innymi formami sztuki i rozrywki, w niektórych przypadkach stanowiąc nawet ich ważny element. Mówię o berlińskiej Love Parade. Czy zdajecie sobie sprawę, że kiedy pęknie bariera pomiędzy Polską a Europą Zachodnią - jest wielce prawdopodobne iż będziemy świadkami nie tylko zamieszania gospodarczego i społecznego (o których to kwestiach ciągle trąbi się w mediach), ale także obyczajowego? Czy jesteśmy na to gotowi ? Piszę o tym, bo podejrzewam, że w natłoku poważnych dylematów związanych z akcesem Polski do Unii, mało kto takie rzeczy w ogóle dostrzega. Nie chcę też was do niczego przekonywać, gdyż każdy swój własny rozum ma i niech samego siebie oceni najlepiej.

Nie zapominajmy też, że Unia to wcale nie monolit kulturowy. Mają swoje problemy, dyskryminacje i obyczajowe cenzury. Wystarczy choćby wspomnieć, iż twórcy 'Love is the Devil' musieli podobno złagodzić scenariusz (i pominąć niektóre fakty z życia Bacona!), by otrzymać "ministerialne" fundusze na produkcję filmu... taki mały absurdzik, prawda? I tym optymistycznym nonsensem splatam już ostatecznie wszystkie wątki, bo felietoniąc tak o wszystkich poruszonych tu sprawach można by skrobnąć niezłą książkę...

A... i jeszcze jedno: jeśli zdarza się nam obcować z pracami wyjątkowych artystów, choćby obrazami Bacona (po raz kolejny polecam, choć ciężko u nas o dobry album...), zdecydowanie pomijajmy sensacje wokół ich osoby, bo to nie oni są tak wyjątkowi, tylko ich dzieła. Każdy autor to jednak tylko człowiek. Jeśli dzieło jest naprawdę dobre, przemówi do nas samo. Do każdego inaczej, a jednak równie mocno. Na tym właśnie polega uniwersalność sztuki. Reszta umiera i to wszystko.


Peter Troy


                                                     http://www.magivanga.com.pl/page.php?38