piątek, 4 kwietnia 2014

EWA WŁODARSKA i Jej



PERŁOFONIA







Ewa Włodarska, urodzona i mieszkająca w Krakowie ekonomistka, absolwentka Kierunku Art Manager–Impresario, Profesjonalnej Szkoły Biznesu - Szkoły Wyższej w Krakowie w 1997 r. oraz Wydziału Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1999 r.

Publikacje m.in. na portalach www.poezjapolska.pl, www.ogrodciszy.pl, www.pkpzin.pl (pseud. meandra). Publikacje w POGRANICZA 3/2010, Lamellim XI/2010, KOZI RYNEK XI/2010, BLIZA 2(7)2011, MIGOTANIA 1(30)2011, FRAZA 1(71)2011, SZAFA X/2010, PKPzin, APEIRON MAGAZINE, LATARNIA MORSKA, KOFEINIA 07, ARTERIE; brała udział w "Ogrodowych fantazjach" - antologii forum "Ogród ciszy". 
 
Jej poezje tłumaczone były na języki angielski, rosyjski i ukraiński. Organizuje i prowadzi wieczory autorskie, jak choćby te Eryka Ostrowskiego, Mariusza Bobera, Karoliny Grządziel, Pawła Podlipniaka i Piotra Gajdy, Janiny Góreckiej, Marka Radeckiego, Marty Półtorak, Izabeli Fietkiewicz-Paszek i Ludwika Perney, Magdaleny Gałkowskiej i Marka Koneckiego. Jest pomysłodawczynią i współorganizatorką cyklicznej imprezy Artystyczne Zderzenia.

Dwukrotnie nominowana do nagrody głównej w VI i VII OKP im. Kazimierza Ratonia, laureatka wielu prestiżowych konkursów poetyckich, w tym jednego z najważniejszych - „O Laur Czerwonej Róży”


_____________________



Czy nazwę cię poetą, kiedy się rozproszę?”

Ewa Włodarska, Perłofonia; z wiersza Rysy


Mam przed sobą książkę autorstwa genialnego trio: Ewy Włodarskiej - poetki, Marii Kuczary - niebywale utalentowanej foto-graficzki (myślnik zasadny) i drukarni - KAdruk ze Szczecina. 

Po co wymieniać aż trzy podmioty, skoro rzecz o poezji Ewy Włodarskiej? Jestem zawodowym drukarzem; zecerem i metrampażem. Kto zna te zawody, wie że bez wspaniałej oprawy graficznej i doskonałej pracy Mistrzów Drukarskich żaden, nawet najlepszy tekst nie zaistnieje wspaniale i doskonale zarazem. A więc?

Więc debiutancka książka poezji albo słuszniej: poetycka książka Ewy Włodarskiej spełnia wszystkie trzy warunki i mam oto przed sobą arcydzieło. Jestem bibliofilem. Kocham druk, papier, zapach farby i kompozycję układu i proporcji kolumn. Kocham poezję. Nie - pisać, czytać. Nieczęsto mam ochotę zabierać głos na temat współczesnej polskiej poezji. Mam gdzieś współczesną polską poezję. A prozę szczególnie. Dlaczego, pisałem wielokrotnie więc odpuszczę ględzenie, bo idzie o coś ważniejszego


Po przeczytaniu wierszy Ewy Włodarskiej naszła mnie ochota, by powiedzieć Autorce kilka słów. Żadnych komplementów z gatunku klepania „po tyłeczku”, jak to dziś à la mode w kręgach piszących. Nic z tego. Miałem chęć powiedzieć 
 
- Dobrze że Jesteś. I dobrze, że to co napisałaś, napisałaś Tak właśnie.

W zasadzie – napisałem już wszystko. Ale konwencja recenzji zobowiązuje mnie do kilku słów więcej. Poezje Włodarskiej zawarte w tej książce to byty wielokształtne, wielokrotne ale każdy – osobny. Everyman. Bywają w poezjach potworki, jak wiersze „hermetyczne”. Nie ma żadnych „hermetycznych” wierszy. Będąc rozumiane przez autora wyłącznie, czytane być winny wyłącznie przez niego. 

Wiersze Ewy Włodarskiej mogą nie być rozumiane każdym wersem przez wszystkich, ale nikt nie będzie mieć kłopotów z odnalezieniem strefy dla siebie. Jeśli hermetyzm w nich występuje, nawet pobieżna znajomość hermeneutyki przystającej każdemu czytelnikowi poezji pozwoli go rozhermetyzować. I Autorkę. Bo wiersz się nie powstaje sam i z niczego. Dojrzewa i przychodzi na świat przez i z człowieka-poety. Ewa Włodarska w niemal każdej strofce pozoruje chłodny dystans. I choć czyni to dobrze, wręcz po mistrzowsku, mnie nie zwiedzie: blefuje. 

 
Mamo,
czy kamienie rozbijasz na dłoniach? Czy trasy
są na tyle wyraźne by wrócić przed czasem
Słowiki w środku zimy


Mnie zwieść nie sposób. Zdarzało mi się wiersze popełniać, więc znam ich etiologię. Rodzą się zazwyczaj z tego, co psychiatrzy czy psycholodzy określają mianem free-floating anxiety lub stanów „około podobnych”. Podobna do F-FA jest miłość, stan ekstazy i rozgorączkowanego uradowania.

Wiem, że zwyczajnym jest dzisiaj doszukiwanie się ukrytych znaczeń w każdym wyrazie, każdym zdaniu napisanym przez prozaika czy poetę. I szermowanie Freudowskimi teoriami na bazie jego „Objaśniania marzeń sennych”, „Wstępu do psychoanalizy” czy „Kultura jako źródło cierpień”. Może coś w tym jest, ale nie dla mnie.

W wierszach Ewy Włodarskiej czytam Człowieka w gęstej pustce. Widzę natomiast – sam tym widzeniem zaskoczony - dżunglę z Aguirre, gniew boży Wernera Herzoga. Pnącza. Gęstwa. Duszność. Osaczenie. Mylę się? Może nie. A może tak, bo cudze obrazy rodzą w nas przecież nasze wizje. Może się mylę, lecz właśnie tak a nie inaczej odbieram wiersze Autorki „Perłofonii”.

Nie lubię opisywania cudzych książek. Dobrych książek. Złe szalenie łatwo opisać, skopać krytyką: to, to i to jest do bani, bo. I wymieniam „bo”. Z książką interesującą, dobrze napisaną, zapadającą w pamięć jest inaczej. Jak napisać co i dlaczego się podoba? Recenzje winno się pisać tak: „podoba mi się” i „nie podoba mi się”. Koniec, kropka.

Z poezjami Ewy Włodarskiej tak się po prostu, nie da. Sześć części to sześć klimatów, światów nierównoległych, sześć wizji. Symbolika... czego? Nie wiem. A może owa szóstka to nie żadna symbolika tylko, po prostu, uporządkowanie wierszy wedle „tematów”? Może. Dla mnie fakt zaistnienia Perłofonii na obecnej „scenie” poetyckiej to wydarzenie dużej rangi. W natłoku grafomańskiego barachła nareszcie dostaliśmy coś wartościowego. 
 
Jak napisałem wyżej, miałem chęć powiedzieć Autorce

- Dobrze że Jesteś. I dobrze, że to co napisałaś, napisałaś Tak właśnie.  

Teraz dodam
- Dziękuję!


SŁAWOMIR MAJEWSKI



* * * *


Ewa Włodarska, Perłofonia
Opracowanie graficzne, projekt okładki, skład i łamanie - Maria Kuczara
Zaułek Wydawniczy Pomyłka, Szczecin 2014
ss. 78
ISBN - 978-83-64346-04-0

.