piątek, 3 października 2014

PO PROSTU - EWA WŁODARSKA

Napisanie wiersza zawsze jest wydarzeniem. Ale napisanie wiersza przez EWĘ WŁODARSKĄ jest wydarzeniem dużej rangi. Od "Perłofonii" nie miałem okazji czytać Jej poezji a przyznam, że takie cisze pobudzają do myśli niepokojących i obaw rozmaitych, głupich. 
  Na szczęście Autorka była tak miła, że przesłała mi i wyraziła zgodę na publikację niżej prezentowanych utworów. Dobrze zrobiła, bowiem nie publikowałbym jakiejś "mega-gwiazdy" poezji z Koła Gospodyń Wiejskich, no ale WŁODARSKĄ? O, EWY wiersze to ja opublikuję nawet bez czytania, bo wiem że Jej poezja to poezja jest, nie grafomania Internetowa, od której powieki opadają na kolana!
 

___________







ZARYS ŚWIĄTKÓW. PODLASKIE PORTRETY POŚMIERTNE


Poskrzypujące schody noszą smagłe widma
wypluwane przez słońce tego lata. Malcom
znowu zabraknie kapsli zebranych z palisad.
Okrążali podwórko. Widziałem zarysy
wczoraj, z okna suszarni. Kucali nad jakąś
przebarwioną kałużą u wylotu rzeźni.

Trzeba będzie pić pod wiatr, nosić szelki z wełny,
strugać oszczepy z chrustu, by oznaczyć ugór.
Małe wiaderka z piaskiem jak kocie kuwety
przetrwają siedem wcieleń chudych i jałowych.
Jeszcze szklą się, maleńcy. Kolebie ich Narew
i stęchłe deski kutra. Najstarsi mawiają:

tak kurczą się miesiące, przywierają krzyżem.
I w drogę, z gromnicami, w gęsty dym brunatny
- przeleje się przez małą rupieciarnię. Lament
bab starych jak sklepienia katedry Notre Dame,
zagłuszy trel słowika. Liść oderwą z powiek.

Gdzie podziali się drobni, zziębnięci szermierze?



***


MODIGLIANI: PSY, KOBIETY I WRÓBLE


1. Lato puchnie

Zaduch. Dwunasty lipca rysuje obrazek
główki miękko wplecionej między uda. Ściany
w domach spokojnej czułości.

2. Ssij palce u moich stóp, Amadeo

Rozpasane zaułki, których nie odwiedzasz,
kuszą, kuszą zalotne, pełne niepodobieństw
i ptasich gniazd zrzuconych z niewiadomych przyczyn
na tratwy z trawy. Co dzień mijasz podróżników,

bulwary pełne kokot – zręcznie pną winorośl,
wtapiając się w opary kawiarniane, blaski
piaskowych dolomitów. W tle pomarańczarki
obierające rozkosz po kawałku. Paryż.

Paryż, jedynie klomby dzielą was od siebie.
Widok ze szczytu wzgórza. Srebrzyste łańcuchy
rozwijają komety na lustrach Sekwany.
Podobne wiją światło na piersiach Jeanne,

gdy zrywasz ją o świcie i lekko kołyszesz,
nie wiedząc, że blejtramy przejmują odbicia
jak angielskie portrety (Dorian Grey). Niewiele
pozostaje już z ciebie dla światła. Błysk flesza?

3. Czarne migdały

Zapaść. Teraz oglądasz ze mną sen o wschodzie.
Ekrany jarzą. Akty wystawia się wszędzie
na publiczny użytek, a okna są szczelne.
Nawet to nierealne, w którym leżę obok.