środa, 21 stycznia 2015

Żałoba przystoi Elektrze






ur. 22 czerwca 1926 w Nowej Wilejce, zm. 7 stycznia 2015 w Warszawie – polski prozaik, scenarzysta i reżyser.


_________________


JÓZEF OLEKSY



ur. 22 czerwca 1946 w Nowym Sączu, zm. 9 stycznia 2015 w Warszawie) – polski polityk. W okresie PRL działacz PZPR i pierwszy sekretarz komitetu wojewódzkiego tej partii.


__________________________________________


ŻAŁOBA PRZYSTOI ELEKTRZE?


7 stycznia 2015 roku umiera pisarz i reżyser Tadeusz Konwicki, dwa dni później – komunistyczny polityk - Józef Oleksy. Mądrość ludów głosi: O umarłych mów tylko dobrze. Nie zamierzam źle mówić.
Z uwagą śledziłem w telewizorze wszystko, co o Konwickim powiadali rozmaici. Rozmaitymi nazywam rozmaitych "ekspertów od Konwickiego". Wśród nich wielu, którzy przypisywali sobie zaszczyt bycia bardzo dobrymi znajomymi, najlepszymi kolegami lub odwiecznymi przyjaciółmi Pisarza. Jak wiadomo, gdy umiera Człowiek Wielki, ilość jego totumfackich rośnie w postępie geometrycznym. Niech im.
Więc - poza prawdziwymi Przyjaciółmi Konwickiego - rozmaici co jakiś czas ukazywali na monitorach powleczone bagienną żałobą lica. Nie, nie płakali, choć powinni. Jeden wspomniał, że Konwicki wielki socrealista był. Był, powiada, u początku. Drugi, że u początku Konwicki strzelał do komunistów. Z karabinu. Trzeci kiwał głową z niedowierzaniem, że jeszcze żyje a Tadek...
   Inni rozmaici wspominali, jak Pan Konwicki - suchutki i maciupki jak świerszczyk szedł sobie ulicą Nowy Świat w Warszawie, bo u Czytelnika jadał w Doborowym Towarzystwie. I jak wracał do domu, gdy już podjadł.



Nie wspomniano, że Constantin Costa-Gavras w 1993 roku wedle Konwickiego Malej Apokalipsy nakręcił film La Petite Apocalypse  Dlaczego nie wspomniano – nie wspomniano.





Mądrzej o Wielkim Pisarzu powiedzieli: Olgierd Łukaszewicz, Joanna Szczepkowska, Janusz Głowacki i Andrzej Wajda. I może jeszcze kilkoro, ale tych nie słyszałem ni widziałem. Co nic nie znaczy.
Nazajutrz z telewizorów i odbiorników radiowych wionęło pustką po Konwickimi i Jego twórczości. Pustkę „spikerzy” wypełniali językowymi ojczyznami-polszczyznami rodem ze swoich mateczników w ciemnych, grzybnych borach. Najchętniej liczebnikami w rodzaju szejset lub pińcet, albo piniendzy, szłem i dokładnie ergo nowo-mową odróżniającą słoiki od Polaków.
Nazajutrz po nazajutrzu w którym zapomniano Konwickiego, zrobiła się Dziura w Niebie z której via TVN24 wieść gruchnęła straszliwa
  - Jezus, Maria, Józef! Umarł Oleksy Józef! Nazwisko prezentera? Po ojcu Kraśko mu było. Ten-ci gościom sproszonymi na werbalną stypę zadał wiekopomne pytanie
- Umarł Józef Oleksy... Czy nie macie panowie wrażenia, że świat powinien wstrzymać oddech? 
Noż kurwa, nie! Nie powinien wstrzymać oddechu po śmierci polityka-Oleksego. Po śmierci Tadeusza Konwickiego, Wielkiego Twórcy polskiej kultury - jak najbardziej! Ale zalewając się łzami bobrowemi, prawie wszystkie polskojęzyczne stacje telewizyjne wiele dni wstrzymywały oddechy: swoje, nasze i świata aż do dnia pogrzebu, kiedy to metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź o zmarłym wyraził się w samych superlatywach a nawet jeszcze lepiej. Była orkiestra, sztandary, prezydenci zaprzeszli, obecni oraz przyszli a to w postaci Pani Magdaleny Ogórek. Towarzystwu towarzyszyli towarzysze z byłej Mateczki PZPR, z Jerzym Urbanem na czele. A było to dobre, jak powiada Pismo.

Jeden z moich ulubieńców, Pan Andrzej Walter w interesującym polemicznym artykule pt.   Zakony, nieboskłony, stajnie i czerstwy chleb  napisał na portalu pisarze.pl
       „Kiedy spacerowałem przez tydzień po Rzymie i co chwilę mogłem wejść do księgarni, antykwariatu czy biblioteki stanęła mi przed oczami nawet czeska Ostrawa, gdzie też jest wiele księgarń, albo Paryż, albo Berlin … Wszędzie tam czyta się dużo więcej niż w Polsce. Wszędzie tam rozumie się, że bez czytania narody giną. Tylko u nas pozwala się na taki upadek czytelnictwa” (…) Wszędzie też tam artysta jest przez społeczeństwo szanowany, ceniony i hołubiony”

Powie ktoś że gonię w piętkę, skoro o Konwickim i Oleksym pisząc, raptem wskakuję na polemicznego konika Andrzeja Waltera. Dalibóg, nie gonię w piętkę! Albowiem, skoro „Wszędzie tam czyta się dużo więcej niż w Polsce. Wszędzie tam rozumie się, że bez czytania narody giną (…) skoro „Wszędzie też tam artysta jest przez społeczeństwo szanowany, ceniony i hołubiony”, to dlatego, Czytelniku i Ty, cny Panie Andrzeju, iż śmierć komunistycznego aparatczyka dla polskich mediów ważniejsza jest niźli zgon Wielkiego Pisarza. I ważniejsza jest nie tyle dla mediów, ile dla ogromnej masy Polaków, która od prawa do lewa dała wyraz swej boleściwej boleści, zalewając się łzami w radio, telewizji, w gazetach, na Facebook oraz Twitterze.
Kultura była, jest i zawsze będzie elitarna, bo przez elity dla elit jest tworzona. Rozumiem rozpiętość i wieloznaczność słowa „kultura”. Więc ja o tej intelektualnej, dla intelektualistów i ludzi szalenie mocno oczytanych. Dla bywalców teatrów, oper, filharmonii, kin studyjnych, galerii sztuki. Dla tych, którzy podczas spektakli nie gwiżdżą na gwizdkach kiboli, nie wyzywają aktorek od kurew i nie zrywają spektakli. Ja o tej, która nie dla chamów i łyków w butach od Gucciego z których słoma wyziera, tylko dla mających korzenie na kulturze, literaturze i sztuce oparte. Nie o tej, dla ludzi o umysłowości rodem z przedwojennego magla. Ja o kulturze dla tych, którym serdecznie bliski jest Ajschylos, Herodot, Platon, Dante, Petrarka, Lope De Vega, Stendhal, Dos Passos i James Joyce a obce i śmieszne - seria Harlequin i Niewolnica Isaura oraz przerozmaite, ucieszne intelektualnie sitcomy i telenowele.
Doda ktoś, że upierdliwy być potrafię. Ano, potrafię psiajego mać, potrafię! Na dowód czego powtórzęWszędzie tam (Rzym, Paryż, Berlin, Ostrawa – przyp. moje) czyta się dużo więcej niż w Polsce. Wszędzie tam rozumie się, że bez czytania narody giną”

Drogi Panie Andrzeju!
W kraju, w którym chłopek papryki hodujący staje się znakomitością polityczną, bo gdy mu zerwało folię z nieubezpieczonych paprykowych zagonów pytał jak dureń bez szkoły „Jak żyć, panie premierze?”, w którym kosmita Kononowicz kandydujący na urzędy powiada ku uciesze gawiedzi  Chcę zrobić dla naszego miasta Białegostoku następujące rzeczy. Zlikwidować całkowicie dla młodzieży alkohol, papierosy i narkotyki. Usprawnić w naszym Białymstoku komunikację miejską; miejską i dalekobieżną. Tak! Bo nasza komunikacja jest bardzo, bardzo słaba, bardzo zła. Otworzyć zakłady i miejsca pracy dla młodzieży i dla ludzi. Tak! I chcę bardzo, bardzo to zrobić. Usprawnić w naszym mieście, w całym, na całym Podlasiu, żeby nie było bandyctwa, żeby nie było złodziejstwa, żeby nie było niczego. Żeby starsi ludzie mogli przejść, bo nawet teraz dochodzi do mnie – skargi, postulaty, apelują starsze ludzie, w podeszłym wieku, że młodzież zaczepia. A ja się nie dziwię się, że młodzież starszych ludzi zaczepia, napada, napadają i tak dalej. Bo młodzież nie ma pracy, nie ma pracy! Zakłady nasze w Białymstoku są rozwalane, zanim zbudowane. Zamiast usprawnić Białystok, żeby miejsca pracy, tak jak Fasty są rozwalone, tak jak mleczarnie tu w Białymstoku, tak jak Spomasz w Starosielcach. Tak jak…. i inne zakłady są rozwalane. I chcę też wyprowadzić policje na ulice. Chcę wyprowadzić policje, żeby policja pilnowała całego naszego porządku, bo od tego jest policja i straż miejska. Od tego oni są! Od tego są oni! Od tego są. A w urzędzie u mie miejskim będzie ład i porządek. Ni będzie biurokractwa, ni będzie łachmactwa, tylko naprawdę ludzie będą. Zimową porą będą szykować architekci plany budowy dróg, plany budowy dróg. Podkreślam jeszcze raz: plany budowy dróg. A na wiosnę wyjdziemy z budową ulic i… ulic, bo jakie mamy drogi? Jakie mamy? Co się stało się pod Jeżewem? Co się stało się? A kierowcy też będą przez policję surowo karani, za alkohol, za papierosy, za wszystko. I jeszcze też usprawnię granice w Kuźnicy i Bobrownikach, że granica między Białorusią a nami będzie naprawdę, naprawdę będzie granica, że ni będzie przemytu, ani papierosów, ani narkotyków, ani alkoholu. ŹRÓDŁO

W kraju, którego obywatel na pytanie "Czy będzie pan bronić Polski w przypadku ataku Rosji?" odpowiada z rozbrajającą szczerością ciemnego chama i zdrajcy „A co mi ta Polska dała?”, w takim kraju rządzi ochlokracja

Melchior Wańkowicz słusznie powiadał 

Nie podaję ręki mężczyźnie, 
który nie umie podać nazwiska swojej prababki 
ze strony matki.

 Ja nazwisko swej prababki ze strony matki znam, Brzezińska herbu Gryf. I wiem o czym traktują Upaniszady, Epos o Gilgameszu czy Kalevala, wiem, co napisał Isma'il ibn al-Kasim, co seigneur de Brantôme, co Dos Passos, Norwid, Leśmian i Różewicz a co Miłosz, Herbert, Barańczak i Czerniawski. Bo umiem podać nazwisko mojej prababki ze strony matki. Wniosek? Jak długo w Polsce będziemy mieć demokrację opartą na ochlokracji, tak długo Panie Andrzeju wszędzie tam kultura będzie kwitnąć, zaś u nas zdychać.

Sławomir Majewski


.