środa, 21 grudnia 2016

BEZ ŚLADU


Wanda Szczypiorska

Wspominam tych umarłych nie po to żeby schlebiać ich pamięci, ale nie chciałabym narazić się na zarzut kłamstwa, bo przecież to i owo mogę przeinaczyć. Nie wierzę w życie wieczne, wiem że ich już nie ma i nie będzie i chyba oprócz mnie nie ma nikogo kto by mógł ich wskrzesić. Póki żyli widywałam się z nimi rzadko. A więc to tylko z racji dość dalekiego pokrewieństwa, moim zadaniem stała się opieka nad kobietą nazywaną przeze mnie ciotką. W czasie jej choroby. Musiałam więc na pewien czas zamieszkać w domu chorej, która była tylko moją powinowatą. Krewnym był jej syn. To on zadzwonił do mnie i poprosił o to. No cóż, moja rodzina się zgodziła, dadzą sobie radę. Nie jestem pielęgniarką, nie posiadam kwalifikacji, właściwie chodziło tylko o dotrzymanie towarzystwa. Oprócz nas trojga jest gosposia i przychodziła pielęgniarka. Lekarka też, choć sytuacja była beznadziejna. Rak. Szpital był już właściwie niepotrzebny, pozostawało tylko czekać.     CZYTAJ CAŁOŚĆ