czwartek, 19 stycznia 2017

BEZ TWARZY

SYLWII KANICKIEJ










Gdyby żył nieodżałowanej pamięci Krzysztof Kolberger, z którym miałem zaszczyt zaprzyjaźnić się przed laty, z pewnością jako znakomity recytator i wielbiciel poezji, zechciałby przeczytać publicznie wiersze, które Sylwia Kanicka zamieściła w zbiorze pt. Bez twarzy (Wydawnictwo Miniatura, 2016).

Nie z wygodnictwa czy lenistwa proponuję Czytelnikowi, zainteresowanemu twórczością Poetki, by wczytał się w poniższy tekst, będący Słowem Wstępnym do tomiku. Napisany, co oczywiste, przed jego publikacją, nie zmienił ani na jotę mojej opinii o tych wierszach. Przeciwnie, ugruntował przekonanie, że jest wspaniałą pisarką poezji, niedocenianą przez innych niż Miniatura wydawców  i tzw. speców od literackiego marketingu


Zadumała się pani pod drzewem.....
Przechodziłam pod wierzbą wiele razy.
Już nie płacze. Śpi.
Zastygłam. Nie latają motyle.
Już nie mam przyjaciela. 

 
Wspomnienia


Bywają debiuty i debiuty. W potocznym rozumieniu tego słowa, Sylwia Kanicka debiutantką nie jest. „Bez Twarzy”, to efekt Jej literackiej twórczości w latach 2006-2009. Autorka napisała

Debiutowałam w miesięczniku literacko-artystycznym „Rzeczpospolita Kulturalna”; Londyn, czerwiec 2008 (…) Teraz nadszedł czas, by swoje wybrane utwory z przełomu lat 2006/2009, wydać w postaci zbioru.”

Zdecydowanie, nadszedł czas zaprezentować Sylwię Kanicką drukiem Czytelnikom bardziej wymagającym od „internetowych”. Zaznaczam na wstępie, że... wstępów nie powinno się pisać. Czytelnik zazwyczaj je pomija. I słusznie, bo „co artysta chciał powiedzieć”, sam oceni najlepiej. Skąd pewność? De gustibus... Jednemu Homer, innemu Słonimski albo Poświatowska, trzeciemu dobrze się zapowiadający pan lub panna X.
Jaka jest poezja Sylwii Kanickiej, na którą składa się urobek jej wieloletniej pracy? Romantyczna, jak strofy pełne niespełnionych, cielesnych oczekiwań panny Dickinson? Natchniona i liryczna, jak pani Elizabeth Barret-Browning? A może, jak odarta z wszelkich złudzeń twórczość Sylwii Plath?
Bez Twarzy” to dla mnie jeden z nielicznych przykładów na to, że polska poezja jeszcze żyje, póki tworzą Sylwie Kanickie.

pamiętaj
dzieci lat osiemdziesiątych mają we krwi walkę
a w oczach nadzieję i wiarę
nie wywieszam białej flagi kiedy płoną kolejne domy


wtedy i teraz

Nie da się oszukać wielbicieli poezji wierszem wystukanym na klawiaturze komputera po to, by sobie lub komuś udowodnić, że się jest poetką. Można napisać coś w pionie, nazwać to coś poezją, wrzucić do Internetu a nawet wydrukować. I tak się robi. Wreszcie, można wręczać za takie coś najważniejsze nagrody literackie, bo dziś staniała wartość wszystkiego a kultury i sztuki, w tym - literatury - przede wszystkim.
Z poezjami Sylwii Kanickiej jest tak, jak być powinno: to wiersze. Mam na półkach sporo debiutów poetyckich i jeszcze więcej - poezji autorów z wieloletnią a nawet wielowiekową przeszłością wydawniczą. Po ostatnie sięgam znużony siermiężnością i grafomanią pisanego dziś.
Chcę poezji dobrej. Co znaczy dobra, gdzie klucz do słowa? To taka, do której się wraca. Po tygodniu, miesiącu, po latach. Która budzi wspomnienia radosne albo nostalgiczne, zmusza do refleksji powodując, że budzą się obrazy utraconego wczoraj i niejasne przeczucia jutra. O to mi chodzi.
Wiersze Sylwii Kanickiej spełniają moje oczekiwania. A do tego są mądre, Choć wiersze Autorki znam od lat, nigdy nie było nam dane się poznać a korespondencja między nami sporadyczna jest, z gatunku „świątecznych”, Tym większe moje zaskoczenie zapytaniem, czy tomik jej opatrzę jakim słowem. Wyznam, niechętny byłem, bo gdzie ja do cudzych wierszy...
Ale przeczytałem solennie to, co mi posłała. I piszę, co czuję. A kiedy się ten Jej tomik ukaże, postawię go między zbiory poezji, po które sięgam, do których wracam, których twórców za poetów prawdziwych uważam nie z racji rozlicznych publikacji w zaprzyjaźnionych witrynach, koneksji w gremiach od nagród, tylko z racji siły i mądrości pióra. A są to nazwiska, wierzcie mi - znaczne.
Czy Sylwia Kanicka jest poetką znaczną? Jeśli za kryterium przyjmiemy wymowę Jej poezji, bez wahania powiem: tak. Czy da się zapamiętać strofy z Jej zbioru? Bez żadnych wątpliwości. Jak fragment wiersza, który za motto przyjąłem. Rozumiecie Kochani, o co mi chodzi? O to właśnie, że jeśli się pamięta wiersz cudzy, to znaczy, że żywy jest. Żywy, ergo - prawdziwy.

zadławiłam się smutkiem
gdy ze spakowaną walizką przeszedłeś na druga stronę
w ustach papieros ze zwiniętych marzeń
zaciągnę się nimi by przeżyć

(...nie umiem pisać...)