piątek, 19 maja 2017

E-MAIL Z ZAŁĄCZNIKIEM

BARBARA MARSZAŁEK, ur. w 1980 w Oświęcimiu, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego Wydziału Filologii Polskiej w Katowicach. Z zawodu koordynator projektów.
Publikuje wiersze i opowiadania na portalach literackich oraz w miesięczniku Sofa. 2015 debiutancki tomik wierszy Milion kawałków. Laureatka portalowych konkursów literackich, jak również Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego Pisanie na chandrę.
Od ośmiu lat mieszka w czeskiej Pradze, wcześniej - we Francji oraz Irlandii Północnej. Obecnie na urlopie wychowawczym; matka rocznego synka Tymona.




Z ZAŁĄCZNIKIEM



Nie jestem nieszczęśliwa, nie jestem szczęśliwa.
Widocznie istnieje stan pomiędzy

Wolne tłumaczenie słów czeskiej aktorki Jiřiny Jiráskovej 
 


Gdybyśmy poznali się dziś, nie rzuciłabym okiem w twoją stronę. Cherlawy, łysiejący egocentryk, który nie ma poczucia humoru. Boli? Powinno boleć. Będę zła. Zarzucałeś że jestem naiwna, za dobra. Już nie jestem. Chociaż... Wczoraj posłałeś e-mail z prośbą abym przetłumaczyła tekst. Za free, przecież to dla mnie proste. Oczywiście. Słowa „manewrowy ustawiacz” czy „operator wózka widłowego” używam kilka razy dziennie w paru językach.

Nic nigdy nie było dla mnie proste. Często się bałam. Również w tę noc pod gołym niebem w wileńskim parku. Lubiłeś duże piersi. Co byś robił, gdybyś miał je w zasięgu ręki? Zgniatał? Miażdżył? Poszturchiwał? Nieważne. Nigdy nie miałeś powodzenia u kobiet.

Piszesz Gwiazdy ci sprzyjają. Gówno prawda. Mężczyzna z którym byłam na spacerze, nie odpisuje na SMS-y a semafory zacięły się na czerwonym świetle. Czytałeś Podsiadło do telefonu. Padał deszcz, automat zżarł całą kartę. Następnego dnia współlokatorka wyjechała na weekend. Wtedy się dowiedziałam, że zmęczony mężczyzna może pachnieć inaczej niż spocony kolega po wuefie. Poezja, szepty, delikatne podszczypywanie pośladków. Na śniadanie parówki z ketchupem, grzanki i Huśtawka Kleyffa. 
 
Świat nie zwariował, to ja przestałam mieć kontakt z rzeczywistością. Wszystkie dziewczyny z wydziału wiedziały że jesteś mój. Tylko mój. Wiedziały na kogo czekasz pod pomnikiem Korfantego. Nie było kwiatów. Kłamałam, że ich nie lubię. Mieliśmy swoje miejsce, dobrze wygrzane stołki, rytuał wypicia trzech piw i zagrania w lotki przed pójściem w miasto. Te pijane małolaty obściskujące się w tramwaju to my. Urwany film. W akademiku na pierwszym piętrze był sklepik a w nim kefir z lodówki. Najważniejsze było tu i teraz.

W lustrze twoje obicie. Nakładasz na twarz płyn do golenia. Odczekujesz chwilkę, ukradkiem zerkając na mnie, wtuloną w koc. Podnosisz żyletkę... Słyszę charakterystyczne hrrr…

Na Ukrainie byłam w siódmym niebie. Mieszkaliśmy u chłopa z którym piłeś wódkę. Nie było ciepłej wody, właściwie nie było tam nic oprócz starego wdowca i leśnych ptaków. Kiedy zniknęliśmy w trawie, miałam sukienkę w kwiaty. Kiedy zaczęliśmy się mijać? Nieuchwytny skrawek czasu. Niewidoczna pchła skacząca w sierści codzienności. Czy teraz umiałbyś odpowiedzieć? Pamiętam miasteczko Cholet w departamencie Maine-et Loire. Małą piekarnię na rogu ulicy National i tamtejsze wyśmienite ciasteczka. Grupka Francuzów zaprosiła mnie na rybę z grilla i sałatkę z czosnkiem, z ogromną ilością czosnku. Późnym wieczorem usiadłam na ławce, wpatrując się w mniejszą kopię Notre-Dame. Pragnęłam porozmawiać z kimkolwiek o czymkolwiek, byle po polsku. Wyjechałam abyś zatęsknił, ściągnął mnie z powrotem, znalazł pracę i zapłodnił.

Pisałeś listy. Dziesiątki listów poplamionych fusami z herbaty, w których rozbierałeś mnie i doprowadzałeś do orgazmu kilka razy z rzędu. Po tobie byli lepsi, znacznie lepsi. Niewyrafinowani i naturalni. Boli? Powinno boleć. Będę zła. A jednak. Znasz mnie najlepiej. Wiesz, że umiem wyć do księżyca. Wiesz, że pod maską silnej, niezależnej kobiety kryje się motyl. Łatwo go zranić. Istnieje stan pomiędzy. Często wychodzę z domu po zachodzie słońca. Być może w poprzednim wcieleniu była nietoperzem, albo sową. 
 
Przełykając ślinę myślę o słowach które mogłyby coś znaczyć a w środkach transportu szczerze uśmiecham się do ludzi. Podobno wysłana pozytywna energia wraca. Liczę na nią i nie zwracam uwagi na uciekające lata. Czas jest starym draniem, nie należy mu ufać.

Tłumaczenie w załączniku.

_____________________

Redakcja

BARBARA MARSZAŁEK - NOWY TALENT? 
POTENCJAŁ JEST. CZUJEMY PISMO.
BĘDZIEMY OBSERWOWAĆ.