poniedziałek, 24 września 2018

Gdy na klatce

gaśnie światło

W kolejności postów prezentujemy teksty odkryte na stronach Liternetu
Idzie nowe. Wróżymy przyszłość. Ganimy interpunkcję. Chwalimy koncepty.




Miasto zasypia z oporami, nakarmione koszmarnymi historyjkami o ludziach, którzy notorycznie mylą dzwonki. Bo gdy na klatce gaśnie światło, to czasem można trafić gdzieś indziej i już tam zostać.






Wystarczy spojrzeć na rozświetlone okna kamienic, żeby sobie wyobrazić rozgrywające się w nich komedie, tragedie i dramaty. Uboga sceneria, jakby żywcem wzięta z poprzedniej epoki i na powrót zamontowana w kwaterunkowych klitkach, z całą masą niewyszukanych rekwizytów, które na co dzień pełnią rolę wielce praktycznych przedmiotów. Nieszczęśliwe zakochania albo rozpaczliwie samotności, odgrywane przez kompletnych amatorów, bez prób, rozmów w kuluarach, garderobianych, suflerów i przerw na papierosa.
I może przyjść taki z reputacją miejscowego lumpa. Najpierw wylądują na kanapie, a potem kran w kuchni wreszcie zamilknie. Jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki, bo może się okazać, że w poprzednim życiu był złotą rączką. Ona wciąż będzie nieufna, ale nauczy go pić herbatę. Na stole w kuchni będzie im bosko. Przeniosą się do sypialni. Tam budzący się promień słońca będzie go zmieniał w dziesięciokaratowe złoto. Z dziurawą wątrobą.

Odtąd będzie dbała, żeby miał zawsze złociste chryzantemy.  TEKST ZA 



Czekamy na kontakt z Autorem