poniedziałek, 24 września 2018

KAMIEŃ





Bardziej niż kamień milczy cień kamienia 
Ryszard Podlewski






Był w jakimś znaczeniu milowym. Odmierzał ponad pół wieku. Od kamienia do kamienia. Ten pierwszy czuwał przy ogromnej bramie, która była swego rodzaju otworem na inny świat. Jej, czteroletni, zamykał się kręgiem cienia lipy, brzęczeniem zaciążonych pyłkami pszczół i stadem plotkujących gołębi. W głębi szumiały tartaczne maszyny a świat zamykały bluszczem porośnięte ogrodzenia. W dziecięcej głowie nieustannie pojawiała się myśl: a co za tą bramą ? Zawsze jej powtarzano, że kiedy będzie większa, to sama tam pójdzie. Bardzo chciała.
Mama nosiła zamszowe buty na obcasach, przyozdobione wężową skórką, na które popatrywała z zazdrością. Och, mieć wreszcie obcasy i koniecznie biust jak pani Zosia, od której mężczyźni nie odrywali wzroku. Po namyśle z biustu zrezygnowała. Po pierwsze, na pewno by ją przeważył, a druga przyczyna była istotniejsza. Kiedyś grono furmanów, przywożących dłużyce do tartaku, na widok pani Zosi, niosącej wodę ze studni, głośno zarechotało. Komentarz mieli jeden - O, jaka rozłożysta. Nie chciała być rozłożysta. (...) TEKST ZA 



Czekamy na kontakt z Autorem