wtorek, 18 września 2018

Refleksje


Choroba wymusza dystans do codzienności. Zmusza do refleksji co jest ważne a co nie i nawet pies sąsiadów wściekle ujadający za ścianą nie denerwuje jak kiedyś. Staram się unikać Co tam Panie w polityce? Bo jak od tysięcy lat - w polityce to samo gówno. A w kulturze i sztuce?

Ongi, gdy parweniusz sans gêne wspiął się na przyzwoity poziom finansowy, czynił wszystko by szlusować do kręgów stojących na niedostępnym dlań poziomie; przemysłowców, fabrykantów, uczonych i arystokracji. Jak pan Wokulski. A skoro o bywaniu na ichnich salonach mógł tylko pomarzyć, kupował meble w stylu dyrektoriatu że to niby rodowe perciery, fontainy i ludwiki-filipy. Bywało że zdobił swoje salony portretami nieswoich antenatów, tu i tam dorzucając cudze powstańcze szable, ryngrafy, repliki Fałata, Simmlera, Grottgera. Okapywał złoceniami jak złotokap.

  Jak sobie monologowała Izabella Łęcka? Wokulski moim opiekunem! Wokulski może być bardzo dobrym doradcą, plenipotentem, zresztą opiekunem majątku... Ale tytuł opiekuna może nosić tylko książę. Oto dystans z owych lat. I nie bywało odwrotnie.

   Skomplikowane zasady etykiety w XIX wieku stanowiły rodzaj ochronnej bariery, zamykającej dostęp do wyższych sfer osobom niżej postawionym w hierarchii społecznej. Z punktu widzenia członków warstw dobrze wychowanych savoir-vivre stanowił dla parweniuszy barierę nie do przebycia, zwłaszcza że nie dotyczył tylko ukłonów, kart wizytowych, zachowania na balu i w podróży, ale także nieuchwytnych dla żadnego czytelnika podręczników towarzyskich reguł wdrażanych od dzieciństwa.

A dzisiaj? A dzisiaj nawet papież, nawet prezydenci i premierzy, ministrowie, uczeni-nobliści, pisarze-nobliści, wielcy (?) filozofowie, kompozytorzy w laurach i olaurowani dyrygenci zniżają się na Twitterze, Facebook, Instagram, YouTube, do poziomu mierzwy kulturowej, stanowiącej 80% ludzkiej populacji.

Napisałem zniżają się? Przepraszam, nie zniżają się, tylko bez mydła włażą im w tyłki, jakby ich wizerunek a szczególnie działania zależały w jakiejkolwiek mierze od ciemnego plebsu. Patrzcie, jestem równiacha, trendy, jak ja was rozumiem, jak was kocham. 

Rozumiem, moda na portale społecznościowe przypomina czasy, w których książki, radio i telewizja kształtowały poglądy i pozorny obraz rzeczywistości. Dlaczego pozorny? Albowiem żadnemu z nas nic nie jest dogłębnie znane, żyjemy nagłówkami, plotkami, pół i ćwierćprawdami ale przede wszystkim wszechobecnymi kłamstwami sączonymi w nasze uszy przez wszechwładne finansowe korporacje.


Słucham w radio a czasem oglądam w telewizorze ludzi znanych i czasem uważanych za mądrych, którzy czując na sobie oko kamery wysławiają się jak blokersi. Czytam fragmenty współczesnej polskiej literatury a tam - gnój językowo-umysłowy. Nagradzani poeci jak nie rzucą mięchem i nie powiedzą pindziesiąt, nie czują że żyją. Bo oni są z ludem, podobnie jak prezenterzy rządowych i nie-rządowych telewizji, kalecząc język ojczysty a nie znając obcych, żenują i śmieszą.

 Niedawno jakaś sepleniąca pannica wyselesciła, że w Myanmar rządzi "junta". Tak, naprawdę przeczytała junta! A to mi przypomniało Junta juje! na murach Gdańska w okresie stanu wojennego. I zaraz mi odpuściło.

Nie, nie jestem starą zrzędliwą pierdołą, która się czepia wszystkich i każdego, bo sama nie ma siły na nic, więc pierdzi w stołek i ma za złe. Ja jestem optymistą bez granic, moja szklanica zawsze jest do połowy pełna. A szklanice tych, co na portalach i w przekaziorach zrównali się z mierzwą? A pies z nimi tańcował!

Sławomir Majewski