Adam Czerniawski

WIELKI CZŁOWIEK POLSKIEJ LITERATURY







Przeczytałem Krótkopis 1986–1995 pióra Adama Czerniawskiego. Poeta, tłumacz, prozaik od przedwojnia żyjący i tworzący na emigracji. Człowiek wielce myślący. Pierwszy raz od wielu lat czytałem prozę napisaną przez żyjącego Polaka. Nie czytam prozy żyjących Polaków. Żyjący polscy pisarze nie mają nic do powiedzenia. I nawet tego nic napisać nie potrafią. Z Adamem Czerniawskim jest na odwrót, to człowiek wielce myślący.

Krótkopis przeczytałem dwukrotnie, odkładałem zakończenie w obawie, iż dobra lektura się skończy i zostanę bez dobrej lektury. Książkę Marguerite Yourcenar pt. Kamień Filozoficzny za pierwszym razem przeczytałem do połowy. Odłożyłem z lęku, iż dobra lektura się skończy i zostanę bez dobrej lektury. Choć odłożoną połowę mogłem przeczytać w cztery godziny, sączyłem dwa dni. Skończyłem no i zostałem bez dobrej lektury. Więc zacząłem ab ovo (kto wydał rozkaz, by zdania nie zaczynać od słowa „więc“?)

Więc Krótkopis 1986 – 1995... skończyłem czytać i zostałem bez dobrej lektury. Wziąłem się kolejny raz za Wampeter, Foma i Granfalony Kurta Vonneguta. I Wyżej podnieście Strop, Cieśle J.D. Salingera. Potem Dziennik 1954 Leopolda Tyrmanda. Tyrmand? A co z „żadnych współczesnych mi Polaków!“? Tyrmand wyemigrował z Polski wieki temu. Jak Gombrowicz. Tyrmand nie żyje. Jak Gombrowicz. Gombrowicza czytam. O, na przykład Ferdydurke czy Transatlantyk. Więc Tyrmanda też czytam. O, na przykład Zły.

Zasadę łamię jeszcze dla Tadeusza Konwickiego. I Marka Nowakowskiego, a co mi tam. I Jana Himilsbacha. A co mi tam. Ze współczesnych mnie Polaków czytuję poezje „starych“, Herberta, Barańczaka, Wojaczka. I kilkorga innych. A z „młodych“ Karolinę Grządziel, Annę-Marię Goławską, Dariusza Sikorę Goddama. I kilkoro innych.

No przepraszam a taki Miłosz? A takiego Miłosza nie czytam. Nie był nawet niewspółczesnym mnie Polakiem. Natomiast poezje Oskara de Lubicz-Miłosza czytam. Znalazłem je wieki temu w zbiorze francuskich poetów "katolickich“ wydanych przez PAX w latach pięćdziesiątych (lub sześćdziesiątych). Czy określenie "francuski poeta katolicki“ jest zaszczytem czy obelgą? Francuski poeta ateistyczny? Napis na cokole pucharu dla idioty.

Krótkopis 1986 – 1995 stanął na półce pomiędzy Song of Myself Walta Whitmana a 100 Lat Samotności Gabriela Garcii Marqueza. Na tej półce ustawiłem też Ulissesa Jamesa Joyce, Dzienniki 1660-1669 Samuela Pepysa, Życie Jezusa Chrystusa Giusepe Ricciottiego, Imię Róży Umberto Eco. Oraz dzieła Homera, Norwida, Platona, Bułhakowa, Dostojewskiego, Baudelairea, Hemingwaya i innych wielkich pisarzy.




"Od czasów studenckich wychowywałem się na "Kulturze". Przez dziesiątki lat numery pisma pojawiały się w domu regularnie. Odmierzać nimi można było czas, jak odmierzają czas wschody i zachody słońca, jak odmierzają pory roku. Jakże trudno więc pogodzić się z faktem że nr 637 był ostatnim, że ustalony porządek załamał się nieodwołalnie. Czytałem Mieroszewskiego, by się dowiedzieć co się dzieje w moim Londynie, czytałem Pankowskiego i Brzękowskiego, by się dowiedzieć, co się dzieje w poezji, czytałem Gombrowicza, by się ubawić, podziwiałem Bobkowskiego, przez jakiś czas nawet czytałem Miłosza, ale unikałem gadaniny Herlinga-Grudzińskiego; słuchałem mądrych rad Redaktora, jak się ustosunkowywać do kraju w tamtych, jakże trudnych czasach.

Już ćwierć wieku temu Pan Redaktor zwierzył mi się, że po jego śmierci "Kultura" przestanie wychodzić. Ale czy przypuszczał wówczas, że doczeka się końca okupacji sowieckiej? Niewielu z jego pokolenia się doczekało. W latach 50. "Kultura" wydała nr specjalny, w którym uczeni zastanawiali się, które z przemian w Polsce są odwracalne. Podszyta maniakalnym Heglem "Trybuna Ludu" nie mogła się powstrzymać od szyderczego śmiechu.

W 1956 r. zadebiutowałem w "Kulturze" wierszem Wakacje nad morzem oraz rocznicowym, a raczej anty-rocznicowym, esejem Mickiewicz, którego tytuł Jerzy Giedroyć, Wielki Książę Litewski, Minister Kultury i Prezydent RP, zmienił na Mickiewicz w młodych oczach. Na przestrzeni blisko półwiecznej współpracy była to jego jedyna ingerencja redaktorska w moje teksty. A miałem okres, kiedy szczególnie moje agresywne listy do redakcji doprowadzały go do granic cierpliwości. Mój list broniący Tadeusza Różewicza przed haniebnym atakiem Herlinga-Grudzińskiego został zaopatrzony notą: "Kultura" stosowała i stosuje najdalej posunięty liberalizm jeśli idzie o dział "Listów do Redakcji." Z tego też powodu zamieszczamy list p. A. Czerniawskiego. Natomiast ze względu na ton listu i specyficzną argumentację ani redakcja ani p. G. Herling-Grudziński nie zamierzają nań odpowiadać." Przekonany jestem, że notę skomponował nie Redaktor, lecz Savonarola-Grudziński.

Jakże to było różne stanowisko od stanowiska Mieczysława Grydzewskiego w "Wiadomościach", później utajonego tam Józefa Łobodowskiego (często anonimowo zastępującego następcę Grydzewskiego, schorowanego Michała Chmielowca) i Stefanii Kossowskiej, którzy kastrowali i cenzurowali bez pardonu wszelkie wypowiedzi, które im się nie podobały. Z rosnącym niepokojem obserwuję teraz objawy cenzury w prasie krajowej. Tym bardziej więc odczuwam brak pisma redagowanego przez człowieka klasy Wielkiego Księcia.


W 1962 r. zadebiutowałem w Bibliotece "Kultury" jako jej najmłodszy autor, a w 1966 r. Książę przyczynił się do zorganizowania dla mnie rozłożonego na pięć lat Nobla. Pozwoliło mi to zacząć życie od nowa.


Monmouth (Walia), 29 VIII 2001 r.


ADAM CZERNIAWSKI



_________


Autor (ur. 1934) jest poetą, krytykiem literackim, tłumaczem na j. angielski (m.in. R. Ingardena, C.K. Norwida, T. Różewicza). Od 1947, z krótką przerwą, mieszka w Wielkiej Brytanii. W 1966 r. laureat stypendium Fundacji Abrahama Woursella.




J. Giedroyc



_______________


Adam Czerniawski

_______


SŁAWOMIR MAJEWSKI


RZECZ O PISARZU

Nie wiem, czym sobie zasłużyłem na zaszczyt który mnie spotkał w dniu wczorajszym... Oto doręczono mi z Anglii przesyłkę a w niej - książkę Pana Adama Czerniawskiego pt. Akt



Powie ktoś: i cóż z tego, książka jak książka? Otóż nie, Akt to książka nie byle jaka, albowiem wydana w roku 1975 przez słynną, nieistniejącą już Oficynę Poetów i Malarzy założoną przez Krystynę i Czesława Bednarczyków.
Siedziba Oficyny mieściła się pod jednym z przęseł wiaduktu kolejowego łączącego stacje Charing Cross i Waterloo i działała pod tym „adresem” do końca 1991 r. kiedy to Czesław Bednarczyk poważnie zachorował. Po jego śmierci w dniu 12 czerwca 1994 r. w Londynie, Madame Krystyna nadal użytkowała starą pedałową maszynę drukarską przeniesioną do jej prywatnego domu, pozostając czynną zawodowo aż do końca życia. Zmarła w Londynie 29 kwietnia 2011
Wśród autorów OPiM byli m. in. Stanisław Vincenz, Bolesław Taborski, Adam Czerniawski, Czesław Miłosz, Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Stanisław Baliński, Antoni Słonimski, Wit Tarnawski. Jerzy Stempowski.
Do chwili zakończenia działalności OPiM wydała ponad 1 tys. książek, przeważnie literackich. Obok książek Oficyna od 1966 r. wydawała kwartalnik literacki Oficyna Poetów. Taką oto wspaniałość tej Oficyny otrzymałem...
Na książkę Adama Czerniawskiego składa się siedem opowiadań plus Mitografia, której sens istnienia w tym zbiorze rozumie się natychmiast po przeczytaniu całości. Od Autora wiem, że wszystkie opowiadania włączone zostały do zbioru pt. Narracje ormiańskie. Opowiadania zebrane, (Wyd. W. A. B. Warszawa 2003 r.) Informuję z niekłamanym żalem: nakład wyczerpany!
Od chwili gdym przeczytał Adama Czerniawskiego Krótkopis, (Wyd. Gnome, Katowice 1998) a potem Gry i Zabawy (wyd. Norbertinum, Lublin 2013)  zostałem zauroczony wspaniałym stylem i  mądrością ich Twórcy. Na Akt rzuciłem się z pazurami w oczach. Dlaczego? Jakiś czas temu tak napisałem o twórczości literackiej Autora
Przeczytałem Krótkopis 1986–1995 pióra Adama Czerniawskiego. Poeta, tłumacz, prozaik od przedwojnia żyjący i tworzący na emigracji. Człowiek wielce myślący. Pierwszy raz od wielu lat czytałem prozę napisaną przez żyjącego Polaka. Nie czytam prozy żyjących Polaków. Żyjący polscy pisarze nie mają nic do napisania. I nawet tego nic napisać nie potrafią. Z Adamem Czerniawskim jest na odwrót, to człowiek wielce myślący.
Krótkopis przeczytałem dwukrotnie, odkładałem zakończenie w obawie, iż dobra lektura się skończy i zostanę bez dobrej lektury. Książkę Marguerite Yourcenar pt. Kamień Filozoficzny za pierwszym razem przeczytałem do połowy. Odłożyłem z lęku, iż dobra lektura się skończy i zostanę bez dobrej lektury. Choć odłożoną połowę mogłem przeczytać w cztery godziny, sączyłem dwa dni. Skończyłem i zostałem bez dobrej lektury. Więc zacząłem ab ovo.”
Akt to zbiór perełek literackich, skrzących się niekwestionowaną erudycją Autora, pełnych wyśmienitego humoru. Napisany w latach 60-tych i 70-tych jest zapowiedzią pewnego trendu w literaturze światowej, który objawi się w połowie lat 70-tych w postaci książek takich, jak Bolesny piątek Miguela Angela Asturiasa czy Moja osobista historia boomu Jose Donoso.
Może ktoś powiedzieć - skoro Akt to rzecz dawna, po co do niej wracać? Wracać trzeba po to, by wielu współczesnych młodych wyrobników prozy nauczyło się pisać. Po to właśnie. Albowiem nie może tak być, że ktoś zasiada do „pisania książki”, nie mając elementarnej wiedzy o Wielkich polskiej literatury. 
Nie wystarczy oglądanie obrazków w komiksach lub czytanie książek z serii Harlequin. Pisanie to rzemiosło, oparte na świadomości tego co i jak pisali przed nami ci, którym dzisiaj jeszcze do pięt nie dorastamy. Pisanie to weryfikacja samego siebie: co mam do powiedzenia i jak mam to powiedzieć czytelnikom. Adam Czerniawski nie tylko wie „co” ale także „jak” powiedzieć czym jest proza. Dlatego trzeba Go czytać.
Jest jeszcze coś na temat Autora – oto poza wspaniałą mądrą wielce prozą, w świecie jest znany przede wszystkim z przekładów polskiej poezji. 
Piotr Kuncewicz w Agonia I Nadzieja. Poezja Polska Od 1956 (Tom III) tak napisał

Adam Czerniawski (Warszawa, 1934) jak i inni peregrynował do Anglii przez ZSRR i Środkowy Wschód; jest anglistą i filozofem, znakomitym eseistą i poetą, wyjątkowo zasłużonym tłumaczem literatury polskiej, a współczesnej poezji szczególnie. Sam jest jednym z najciekawszych poetów dzisiejszych, nie tylko w skali emigracyjnej. Stanowi zarazem przedmiot wyjątkowo natarczywej gadaniny o wyobcowaniu polskiego poety nie mieszkającego nad Wisłą, wyobcowaniu podwójnym czy potrójnym zgoła (ze środowiska krajowego, spośród cudzoziemców, z getta emigracyjnego).
Mój Boże, od czasu gdy większość tych twórców odwiedza kraj i w ogóle uczestniczy w życiu kulturalnym Polski, ten bełkot staje się powoli bezprzedmiotowy. W końcu Hemingway latami mieszkał poza ojczyzną, Graves większość twórczego żywota spędził na Majorce i tak dalej, i tak dalej, a nikogo to jakoś nie obchodzi. Czerniawski do tego, jeśli się nie mylę, albo wiele czasu spędza, albo zgoła mieszka w Kencie, ogrodzie Anglii, jednym z piękniejszych miejsc świata, podobnie jak wielu innych twórców, od Conrada czy Wellsa poczynając, ale i pan Pickwick cenił te strony. To nie żadne wyobcowanie, ale udział w paru kulturach, w kilku środowiskach, przestańmy więc łzy krokodyle toczyć. Jak będziesz, Adam, w Warszawie, wpadnij do mnie, wytoczymy co innego (...)”
A teraz wypada zapytać
- Przyjacielu tam, gdzieś w Internetowej sieci – wiedziałeś o tym? Czytałeś cokolwiek pióra tego wspaniałego pisarza? Nie? Przeczytaj zatem! A jeśli kusi Cię by poszerzyć bardziej swoją wiedzę, zapoznaj się z pracą Pana Mariana Kisiela z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach pt. Notatki do Czerniawskiego. Znajdziesz je w linku do PDF poniżej 




____________


____________________

ADAM CZERNIAWSKI

ASURBANIPAL I INNI


Idę oglądać płaskorzeźby asyryjskie.

Przy wejściu do British Museum ktoś mnie prosi, bym mu rozmienił dziesiątkę na dwie piątki.
Asurbanipal walczy, organizuje strategiczne oblężenia, bierze do niewoli; potem wypoczywa i ucztuje w ogrodzie; czasem służba wypuszcza mu z klatki lwa, któremu król łaskawie z tyłu miażdży łeb maczugą. Jak różni władcy przed nim i po nim, tłumaczy się z zamiłowania do rzeźni i katorgi odwoływaniem się do racji transcendentnych – jest przecież "panem wszechświata, także Asyrii".
Z reliefów dawno zlazły farby - zapewne oślepiająco pstre - ulotnił się także smród pobojowisk i aromat ogrodów użyźnianych wodami Tygrysu. Asurbanipal, boleśnie świadom ograniczonej wymowy obrazów, każe dodatkowo kuć słowa, które, na jego szczęście, dają się odczytać. "Badałem przestworza przy pomocy wróżbitów - oznajmia - rozwiązywałem wcale nie łatwe zadania arytmetyczne; zajmowałem się lekturą zdobnego pisma Sumeru oraz trudnego do opanowania pisma akadyjskiego; czasem udawało mi się rozszyfrować napisy sprzed potopu, a czasem piekliłem się na własną głupotę...".
Z całą uwagą śledzę losy tych Asyryjczyków, ich wrogów i sprzymierzeńców, ale w ostatniej sali jest nieoczekiwana perspektywa na rzeźbę Afrodyty. Notuję fakt, że jest rzymską kopią oryginału wykonanego przez Doidalsesa z Bitynii i rozmyślam na czym polega różnica między tą hellenistyczną wizją kobiecego piękna a schematycznymi pionkami wyreżyserowanymi przez poprzedników Muybridge'a i Meissonier'a.
I właśnie ktoś mnie prosi, bym mu wymienił dwie piątki na dziesiątkę. Nie wytrzymuję nerwowo i rozkazuję gwardii przybocznej uciąć mu głowę.
Żałuję tego odruchu już kilka dni później na cmentarzu w Nicei, gdzie pierwszą rzeźbą, którą widzę, jest deszczem i wiatrem starta kopia Afrodyty Doidalsesa, niefrasobliwie osadzona wśród aniołów stróżów i całego sztafażu chrześcijańskiego kultu zmarłych. Żałuję, bo widzę też teraz, dzięki ofierze mego królewskiego gniewu, że komentarz, w którym chciałem zastanowić się nad sformalizowanym gwałtem Asyryjczyków, przeobraża się w rejestr zagadkowych przypadków. Dlatego przepisuję sobie słowa z pobliskiego grobowca:

ś.p.
Zofia z Żórakowskich
Kościałkowska
umarła 6 grudnia 1898 roku
w wieku lat 75
Módlmy się za Jej duszę

adnotację w kącie płyty: "Cette concession réputé en état d'abandon fait l'object d'une procédure de reprise".
Dlaczego zapragnąłem uchronić od wiecznego zapomnienia Zofię Kościałkowską? Nic o niej nie wiem i niczego nigdy się nie dowiem. Jest to z mojej strony gest asyryjskiego majestatu, który jej zapewni prawdziwą nieśmiertelność.
W imię przypadkowości przepisuję też z płyty na sąsiednim cmentarzu żydowskim informację, że "cette urne renferme du savon à la graisse humaine fabriqué par les Allemands du IIIe Reich". Ewa pyta, czy Niemcy tego mydła używali do mycia. Zaskakuje nas pytanie młodzieńczo rzeczowe. Opiniujemy, że Niemcom chodziło tylko o wyrugowanie człowieczeństwa, nawet z zagłodzonych zamęczonych ciał. Szumią sosny. W dole dzieci grają w piłkę.
Następnego dnia, pokłoniwszy się przed grobem Gombrowicza, jesteśmy na wystawie bibliofilskich wydań poezji. Ann wskazuje wiersz, który zaczyna się od słów: "Quel est le lieu des morts...". Zastanawiam się chwilę.
Tak, ma rację, pasuje mi do hazardu zdarzeń. Ale czy zadowolę się spisywaniem wszystkiego od przypadku do przypadku? Kronikę tych wydarzeń należy chyba jakoś uzasadnić.
Tu elementem porządkującym jest może konkurencja kamiennych pomników ze słowem o gwarancję nieśmiertelności; a może właśnie przeświadczenie, że pozornie nieskorelowane doświadczenia same tajemniczo układają się w harmonijny związek.
O świecie, świecie, czy przenika nas grozą i radością twój domniemany ład czy chaos?
1978


_________________________
BABILON V

Przerażał mnie pascalowy wszechświat
niezmierzonych pustek i przestrzeni
Teraz pod koniec wieku XX
widzę wreszcie, że Kopernik i Galileusz
niepotrzebnie ryzykowali życiem

Chcę spać w spokoju
na tej małej planecie
wokół której obraca się
słońce
 __________

PRZECZYTAJ WIĘCEJ TU

______________



Uprzejmość Autora sięgnęła zenitu w dniu, w którym postylion wręczył mi paczuszkę zawierającą najnowszą Jego książkę, wysłaną przez Edytora – Wydawnictwo Norbertinum w Lublinie. Prezesowi Zarządu Norbertinum, Panu Piotrowi Sanetra – stokrotne Merci za książkę i załączony do niej list niezwykle miły.
Czym są „Gry i Zabawy”? Dla mnie – wspaniałym come-back do literatury przez duże L. Takiego pisania prozy, o którym współcześni młodzi literaci pojęcia nie mają, bo na co dzień żywią się headlineami i headline tworzą. Adam Czerniawski wyimaginował coś w klimatach Allana Edgara Poe z nieokreślonymi lekkościami bytu Milana Kundery. I jeszcze więcej, ale co jeszcze – napisać nie umiem, bo dla mnie za wysokie to literackie sfery.
Ja o polskich pisarzach współczesnych nieczęsto. A dobrze – właściwie nigdy. Za niedorobionych epigonów Żeromskiego ich mam. Tak mam, że ich mam... Ale Pan Czerniawski to format nad formaty. Pisanie klasyczne. Powie ktoś – a co to za książka, ledwie 49 stroniczek! A ja odpowiem, że trzeba być literatem z kości i krwi literackiej, żeby na 49 stroniczkach napisać życie i tym życiem czterdziestodziewięciostronicowym zachwycić Czytelnika.
Czy należy pisać o napisanym wspaniale, czy lepiej nasłać, napuścić na tę książkę wszystkich, którzy o pisaniu marząc, pojęcia o pisaniu nie mają a od Adama Czerniawskiego uczyć się mogą, jak pisać? Napuścić lepiej, więc napuszczam – idźcie i czytajcie!

Sławomir Majewski


__________________


__________________



.